
dzień piąty
ON
Sama tego chciałaś,
księżniczko, będę najbardziej upierdliwym bachorem świata.
Zgoda, może macie rację. Może
troszeczkę przesadziłem, nie przeczę. Ej, ale tylko troszeczkę! No sorry, sami
przecież widzieliście, jak to wszystko wyglądało. Tu uroczy wieczór w jacuzzi,
tam ona rozłożona wygodnie w wannie – w kostiumie, żeby nie było – a ja
siedzący na brzegu i oblewający ją – a przy okazji całą łazienkę – wodą. Ona na
łóżku w samej bieliźnie, ja bez... koszulki, zboczeńcy, koszulki niby
przypadkiem cały umazany w tej jej piance. Te wszystkie wygłupy przepełnione po
brzegi podtekstami. Flirtowała ze mną, kurde. No flirtowała, no! Powiedzcie, że
flirtowała... Jakoś jak jej śniadanie do łóżka zaserwowałem z jakimś tam biało-
różowym badylem wepchniętym do wazonika, to gęby nie darła, że ją napastuję.
A później jeszcze wyskoczyła z
tym 'za wcześnie'. No błagam, kto przy zdrowych zmysłach mówi w
dzisiejszych czasach, że cztery dni znajomości to za krótko na sex? Nigdy nie
jest za wcześnie, niech spyta Richarda, cnotka jedna wkurzająca, jak mi nie
wierzy. To co ja biedny miałem sobie pomyśleć, co? Z epoki wiktoriańskiej
księżniczka się wyrwała, albo normalnie w świcie nie o czas jej chodziło, a o
zwykłą zazdrość. W bufiastych sukniach nie chodzi, to postawiłem na to drugie i
stwierdziłem, że co mi tam szkodzi. Piękna to może ona nie jest i wkurzająca co
niemiara, ale przecież żenić się z nią nie zamierzałem. Chwila przyjemności i
po krzyku...
No to mam przyjemność!
Jak se namaluję chyba, bo nie
dość, że ruda jędza się wredną, nieczułą i beznadziejnie poukładaną ropuchą
okazała, to jeszcze – oczywiście – Ali musiała się prawdy dowiedzieć i jedynie
jej śliczne, blond włoski zdążyły mi przed oczami mignąć, a w uszach
zabrzęczeć: 'siedemnaście lat, co za obciach'.
I na tym się oto moje miłosne
podboje skończyły.
Jak widać, tylko Pierwszy Wielki
posiada takie moce, żeby jednocześnie kilka panienek zbajerować, a później
wszystkie po kolei zaliczyć i wyjść z tego bez szwanku. Fuksiarz przeklęty! Ja
poległem po jednym, głupim pocałunku. Pocałunku, którego przecież wcale nie
chciałem. Żal mi się krasnala zrobiło. Takie toto małe, brzydkie i kujonowate,
że kto tam ją wie, czy się w życiu w ogóle całowała. Miły chciałem być, to mam.
No i do głowy mi nie przyszło, że moja bogini może przyleźć godzinę wcześniej.
Na szóstą się umówiliśmy – normalnie to jeszcze prysznic bym zdążył wziąć po
wszystkim – ale ta oczywiście sobie wymyśliła, że Vilmusia pomocy w kuchni
potrzebuje i ją przywiało w najmniej odpowiednim momencie.
Jaki z tego morał?
Przeklęta ogrzyca!
Już ja jej się odwdzięczę.
- Loda! Ja chcę loda! - Omal się
zołza nie wywala, kiedy niespodziewanie zatrzymuję się na środku chodnika i
ciągnę ją za tę ryżą kitkę wiewióry. Mówię o kucyku na głowie, żeby znowu nie
było, że ten Wellinger to gówniarz niewyżyty, co to się bez powodu na biedne
niewinne niewiasty rzuca. - Loda! - Z satysfakcją patrzę, jak rzednie jej mina,
a pięści delikatnie się zaciskają. Tupię więc mocno nogą, po czym rozsiadam się
na ziemi i walę rękami w beton. Kilka przechodzących obok pań rzuca nam pełne
politowania spojrzenia, księżniczka się czerwieni, ze złości albo wstydu, i
ukrywa twarz w dłoniach. Ciągnę ją za spódnicę i drę się jeszcze głośniej.
Rozgląda się bezradnie w poszukiwaniu jakiegoś stoiska albo sklepu, ale sam
szmelc z pamiątkami. Wygląda więc, jakby się miała rozpłakać, próbując zmusić
mnie do wstania, albo chociaż wyrwać swoją kieckę z zakleszczu mojej dłoni. Nic
z tego, w rezultacie traci tylko buta. Będziesz szła boso, jędzo. - Ja
chcę loda! - Puszczam oczko jakiejś słodkiej blondi, która przemyka koło nas,
ale szybko przypominam sobie Ali i robi mi się smutno. Wredna ropucha ukradła
mi szansę na szczęście. - Kup mi loda!
- Dobrze, że nie zrób – mruczy
pod nosem rudzielec, ale dociera to do moich uszu. I to ja jestem ten
niegrzeczny, tak? Przez moment normalnie mnie wcina, więc bezwiednie rozluźniam
uścisk, a ona wyrywa się i kuśtykając w jednym bucie umyka na bezpieczną
odległość. Zanim zdążam się zorientować, ściąga drugi i obrywam nim w głowę. -
Sam se kup, pajacu jeden!
- Ej, czekaj na mnie. Jesteś moją nianią,
musisz mnie pilnować, bo mogę na przykład wpaść pod samochód – wrzeszczę, kiedy
ta tak po prostu próbuje uciec do hotelu. W pierwszej chwili chyba chce mnie
zignorować, ale w końcu przerażona wbiega za mną na jezdnię i siłą wciąga na
chodnik, tuż przed maską jakiegoś wkurzonego pukającego się w głowę kierowcy.
O kurde, oni tu jeżdżą po lewej
stronie!
- Idiota! Idiota! Idiota –
wrzeszczy na pół Cypru i gdyby miała trampolinę, to chyba mocno zdzieliłaby
mnie po łbie. - Kretyn!
Aż do samego wejścia na teren
hotelu nie puszcza mojej ręki. Jest wściekła. Myślę, że bardzo.
Rany, histeryczka jedna, przecież
się koleś zatrzymał. Nie potrąciłby mnie.
Chyba trzeba będzie jej jakoś
poprawić humorek.
***
ONA
-
A żebyś wiedział, że żałuję! Przynajmniej prawdziwy facet z niego, a nie taka,
kurde, dupa wołowa jak ty! Przepraszam, tak bardzo mam ochotę cię pocałować,
ale nie wiem, czy mogę. Pffffff! Weź ty się spytaj Wellingera, jak to się robi!
Trzaskam głośno drzwiami i z impetem opadam na łóżko, chwytając w
dłonie poduszkę, aby schować w niej swoją mocno zaczerwienioną twarz. Kurczę, pościel
wciąż pachnie Severinem…
Pogodziliśmy się, wiesz? Jest pięknie.
A nie, sorry, było pięknie. Bo jak się jest durną Vilmą, to się tak ma, że najpierw
się chrzani, co ślina na język przyniesie, a dopiero później może łaskawie zaczyna
się myśleć. Albo też i nie. Tym razem mi się udało, tylko niestety dopiero po
tym, jak rozzłoszczony blondyn opuścił nasz pokój. W dodatku tak kiepsko mi się
pomyślało, że wybiegłam na korytarz i wykrzyczałam mu to wszystko.
Brawa dla mnie!
Chyba znów jesteśmy pokłóceni.
I tylko Freitag wyszedł na tym
wszystkim najlepiej. Gdzieś tam w trakcie moich wrzasków z jaskini rozpusty wyłonił
się bowiem jego rozczochrany, uchachany łeb, błysnął dołeczkami i z szelmowskim
uśmiechem oznajmił: ‘zawsze do usług, Vil’.
Tak, Rysiu, bo ja za mało mam użerania się z tymi dwoma pajacami, a ty za
mało jeszcze co niektórym podpadłeś. Choć trzeba przyznać, że jesteś uroczo
najmniej skomplikowaną istotą na tych wakacjach.
W przypływie złości zrywam całe
posłanie i upycham je na samiusieńkim dnie szafy, dodatkowo zatrzaskując jej
drzwi mocnym kopniakiem, po czym zakrywam goły materac kolorową narzutą i
wracam do poprzedniej pozycji.
Lepiej!
Przynajmniej przez chwilę.
Leżę z zamkniętymi oczami,
wsłuchując się w przyjemną ciszę, która w końcu wypełniła nasz domek.
Wszystkich gdzieś wcięło, łącznie z moim własnym, obrażonym chłopakiem.
Chłopak – jak zabawnie to brzmi.
Wakacyjny romans… Nie, to chyba jeszcze zabawniejsze, zważywszy na
okoliczności. Czy on nie zdaje sobie sprawy, że za jakieś dwanaście godzin
powiemy sobie ‘do zobaczenia’, i że
to zobaczenie pewnie nigdy nie nastąpi? Nie wierzę w związki na odległość. Nie
wierzę, że coś, co dzieli prawie pięćset kilometrów, ma szansę przetrwać.
A może po prostu nie czuję tego
samego co on?
- Robisz porządki? – No właśnie!
Może to jest właśnie powód, dla którego powrót do Stuttgartu jawi mi się jako
kres tej przygody?
Nie jestem w stanie się ruszyć.
Nie podnoszę nawet powiek. Jedynie serce zaczyna dziwnie galopować, a w uszach
wciąż rozbrzmiewa to jedno, tak znamienne zdanie.
Chyba się z tobie zakochałem.
Zgrzyt zamykanego zamka.
To się może co najwyżej źle
skończyć!
Czuję delikatnie ugięcie materaca
tuż obok siebie, ale wciąż nie otwieram oczu. Jakby bojąc się tej konfrontacji.
Próbowałeś wmówić mi, że to ja
jestem tą złą, że swoim wyborem doprowadzam do bólu i wściekłości, którą ty
musiałeś czuć zaledwie paręnaście minut wcześniej. Ja wcale taka nie jestem,
Welli. No i przecież znasz swojego szanownego kolegę. Rycerz w lśniącej zbroi,
cholera! Tak naprawdę to nikt nie dał mi prawa wyboru. To Severin, praktycznie
od samego przyjazdu, zaczął o mnie zabiegać. Wyciągał na wieczorne spacery po
plaży i niezapomniane zachody słońca, czarował pięknymi słówkami oraz bukietami
kwiatów. To on odważył się chwycić mnie za rękę, a później pocałować. To on
wymarzył sobie, że to nie tylko przelotna, letnia znajomość, ale coś co
przetrwa powrót do Niemiec. Z drugiej strony, poza krótkim ‘jak mówię prawdę, to umówisz się ze mną na randkę’ nie miałam
najmniejszych przesłanek o uczuciu silniejszym niż przyjacielska sympatia.
Spędziliśmy sami tyle czasu, było tyle okazji, żeby powiedzieć mi o tym
wcześniej. Nie mówię, że nie wybrałabym wtedy Seva. Bo masz rację - boję się tej
różnicy wieku. Tego szaleństwa młodości, tej niepewności i oceny innych. Może
nie jestem jak Alicja, która kilka pocałunków z młodszym o trzy lata chłopakiem
uważa za obciach, ale na przepaść siedmiu, ośmiu lat nie sposób być obojętnym. Nie
wiem, co bym zrobiła wiedząc wcześniej, ale przynajmniej miałabym wówczas jakiś
wybór…
Teraz jest już za późno!
A jednak nie reaguję krzykiem, na
delikatny dotyk na moim ramieniu. Wstrzymuję tylko oddech, kiedy dłoń przemyka na szyję i dekolt. Niemal czuję ten uśmiech, kiedy palce
przesuwają się po wyblakłej w opaleniźnie buźce.
Wellinger is sexi! – przypomina mi się druga część tego twojego
kretyńskiego pomysłu i zaczynam się śmiać. Pamiętam, jak Severin się zezłościł
na widok tego napisu. Chyba byłam ślepa na jego niesamowitą zazdrość. Wciąż
jestem i jeszcze trochę pobędę.
Otwieram w końcu oczy i odwracam
głowę w bok, napotykając się na to niebieskie spojrzenie. Tak czytelne i
wymowne tym razem.
- Powinieneś stąd iść. – Nie
wiem, jakim cudem udaje mi się wydusić z siebie te słowa. Mimo wszystko staram
się jeszcze myśleć racjonalnie. Pamiętać, że choć się pożarliśmy, to jednak
wybrałam, albo raczej los wybrał, kogoś innego.
- Powinienem, ale chyba nie chcę.
– No żesz kurde mol, teraz nagle musiał zrobić się tak odważny i pewny siebie, tak?
A wcześniej to lepiej było zgrywać nieopierzonego, nieprzystosowanego do świata
dorosłych gówniarza?
W dupę se wsadź tę swoją inicjatywę i, cholercia, zabieraj tę nogę
spomiędzy moich ud, baranie jeden przebrzydły!
Przez chwilę chyba modlę się w
duchu, żeby jednak przywiało tutaj Freunda, żeby przerwał to, co inaczej jest
po prosu nieuniknione. Później zmieniam swe modły, aby pod żadnym pozorem tutaj
nie przyłaził, bo tym razem nie będę już w stanie w żaden sposób się
wytłumaczyć. Szczególnie, że moja błękitna sukienka zawisa właśnie na oparciu
krzesła, a czarna koszulka sfruwa cichutko na ziemię koło łóżka. Zerkam szybko
w stronę okna – zamknięte – po czym po prostu przestaję myśleć.
- Jak mnie wsadzą za molestowanie
dzieci, to będzie twoja wina – śmieję się jakiś czas później, zataczając palcem
kółeczka na tym wychudzonym i ładnie opalonym na cypryjskim słońcu ciele.
- Nie jestem już dzieckiem,
jakbyś nie zauważyła.
Oj zdecydowanie zauważyłam.
Cholercia!
- Vilmuś! Vilmuś, kochanie, wpuść
mnie, przepraszam. Porozmawiajmy, proszę. Przepraszam, przecież wiem, że nie
żałujesz przegonienia tego taniego cassanovy, że wcale byś nie chciała nic z
nim. Ty taka nie jesteś, jesteś porządna dziewczyna. Vilmuś, porozmawiaj ze
mną. Kochanie! – Teraz Sev, serio teraz?
Zamieram w bezruchu częściowo
podniesiona na pionu – jakbym chciała biec i z nim porozmawiać – częściowo wciąż
spleciona z tym, z którym przeżyłam właśnie niezwykłe chwile. Czuję delikatny
uścisk na swojej ręce, który z każdą sekundą jest coraz lżejszy.
- Idź do niego. Idź, Vil. Za
kilka godzin będziemy w Niemczech, a ja w przeciwieństwie do Severina nie
wierzę w związki na odległość.
A to chyba się w tobie zakochałem to co? Minęło już?
Zabolało, zabolało bardziej niż
siarczysty policzek. Bardziej niż, jak ty ugryzłeś mnie w rękę szóstego dnia
naszego pobytu na Cyprze.
*************
Znów bez części wspomnieniowej, bo coraz bardziej mi się wątek trójkącika rozrasta :D Tak - trójkącika, czworokącików tu nie ma... choć może się niedługo jeden pojawić :P Poza tym, już mi chyba nie powiecie, że nie ma wskazówek do trójkącika, bo tym razem jest ich naprawdę pełno.
A jakby ktoś jeszcze nie wiedział, a miał ochotę na moją walkę z udomawianiem burego sierściucha zwanego powszechnie Maciejem Kotem i na resztę polskiej bandy, to zapraszam tu: http://diablonocka.blogspot.com
Mam dziwne wrażenie, jakby te słowa pod rozdziałem były do mnie... Dobra, przyznaję się, może i wszystko było ładnie podane, jak na tacy, ale myślenie i jednocześnie rozkoszowanie się wakacjami nie jest moją działką xd
OdpowiedzUsuńWięc mamy tu trójkąt Vilma-Welliś-Sev, tak? Tak sobie myślę... Musiałaś to naprawdę dosadnie napisać, abym nawet ja zrozumiała, skoro w końcu zrozumiałam c: (chyba, że jednak źle rozumuję).
Wellinger to naprawdę zdecydowanie za bardzo rozpuszczone dziecko. Niczemu winnej Vilmie narobić takiego obciachu, choć na jej szczęście Cypryjczycy jej nie znają. Tak czy inaczej, uważam, że to wina Andiego, że Alicja i Flora się do niego nie odzywają. Ruda nie miała na to jakiegoś znaczącego wpływu. Powinien zachować się jak mężczyzna i wziąć to na klatę, a nie urządzać jej jakieś głupie sceny. Choć z drugiej strony, gdyby nie ten jego charakterek, (chyba) nie miałabym takiego ubawu, czytając tę historię.
Severin i Vilma się pokłócili? Z mojego punktu widzenia to dobrze, bo jednak wolę, aby szukała szczęścia w objęciach Wellingera. Szkoda, że Freund to taka, cytując, dupa wołowa i nawet nie umie wybrać odpowiedniego momentu na przyjście z przeprosinami. Ale przyznam, że wizja jego jako romantyka mi się podoba c:
Zobaczymy co Vilma postanowi zrobić w związku z Severinem i Andim. Welliś, do boju! xD
Ale zapewne tylko ja mu kibicuję :c
Cóż, nie pozostaje mi nic innego jak czekać na ciąg dalszy. Pozdrawiam gorąco :*
Jestem, jestem u moich (naszych) Niemaszków! Stęskniłam sie za Vilmą, Wellim i oczywiście Sevem. Sev to zawsze niekwestionowany król rozdziału, szaleje na blogach na maxa :D
OdpowiedzUsuńWelli to od razu widać, że niedoświadczony w sprawach damsko-męskich, bo od razu mu się w głowie flirt zrodził. Vilma miła była, na klatę i owszem popatrzyła, ale dzieciaku kochany, z czym do ludzi? Przecież taki Sev to bije cię na głowę! I to podejrzewam w każdej dziedzinie...
"Jak widać, tylko Pierwszy Wielki posiada takie moce, żeby jednocześnie kilka panienek zbajerować, a później wszystkie po kolei zaliczyć i wyjść z tego bez szwanku."- Wellisiu mój drogi, Ryś wcale fuksiarzem nie jest. Do takiej bajerki trzeba mieć odpowiednie warunki, ściśle określone zresztą. Głębokie, niewinne oczęta, dołeczki w policzkach i opadająca grzywka to absolutne must have, a ty jak na razie... Przede wszystkim musisz nieco podrosnąć ( w sensie mentalnym, rzecz jasna, bo do góry to ty lepiej już nie rośnij). Akcja z lodem podbiła moje serce. Serio, uwielbiam dwuznaczne teksty, choć trzeba do ich pisania lekkiej ręki, żeby nie wyszły sztucznie. Tobie się to udaje mistrzowsko, dlatego Welliś zdobywa moją sympatię ( żeby nie było, to tylko i wyłącznie tutaj. w innych wypadkach- Welli sio!). Jak wyobraziłam sobie Andreasa bijącego dłońmi o beton, niczym dzieciaka z ADHD z Super Niani, to uśmiechnęłam się szeroko, niczym Sev na fotkach. Biedna dzidzia chciała loda, a wredna Vilma mu nie kupiła. I tak sie jej dziwię, że miała do niego tyle cierpliwości i od razu nie zdzieliła go w ten blond łeb pierwszym lepszym przedmiotem. Na szczęście w porę to nadrobiła i klapek uderzył tam, gdzie należało :P A Welliś taki chce być przebiegły, a na jej słowa o "zrobieniu loda" wcięło go jak dzieciaka na pierwszej lekcji przyrody i wdż. Może się jeszcze zarumienił? Choć przecież przez przebywanie z Ryśkiem, to powinien być przyzwyczajony.
I tak mi teraz na myśl przyszła jedna sprawa, choć nie wiem, czy się nie wygłupię. Rysiek wyskoczył z tym swoim "zawsze do usług" i... Czy to nie było przypadkiem tak, że w poprzednim rozdziale ta miłosna, sypialniana scenka była pomiędzy nim, a Vilmą? Chodzi mi o to, że udawali przed resztą, trochę pokrzyczeli, żeby wzbudzić zazdrość blond osobników? Sama już nie wiem. Bo ma być trójkąt. Czyli, jak dobrze obstawiam, Sev, Marinus i Vilma. Ryśka wykluczam, bo on ma być z rudą Polką ( mogłaby mieć na imię Baśka, tak swoją drogą :P Miło by mi było :P ), a nie wdawać sie w wakacyjne romanse. Ma byc odpowiedzialnym Ryskiem i koniec!
Także ten, Vilma to zakręcone stworzonko. Uległa czarom Seva, zresztą kto by nie uległ spacerom po plaży i sevciowatym, miłym słówkom. A jednocześnie w głowie zawrócił jej blond małolat w czerni. I powstał jej dylemat. Sec wychodzi na mega zazdrośnika, wiec znowu wracam do mojej szalonej teorii z Ryśkiem i wzbudzaniem zazdrości, poza tym te słowa "Tak, Rysiu, bo ja za mało mam użerania się z tymi dwoma pajacami, a ty za mało jeszcze co niektórym podpadłeś" trochę mnie w tym utwierdzają.
I dlatego jestem coraz bardziej ciekawa, jak to się rozwiąże. Jeśli domniemany Marinus to rzeczywiście taki trochę tchórz, to już sama nie wiem. Bo pewności Vilma nie ma. A Sev to jednak Sev i.... zawrót głowy po prostu :D
Kończę te moje głupie rozważania, bo za chwilę dojdę wo wniosku, że to Wank i Ryś byli wtedy w tej sypialnianej, głośnej scenie. :P
Ściskam!
No ja się nie dziwię, że zabolało.
OdpowiedzUsuńVilma-Welli-Severin.
Niezłe jaja. Ale umówmy się, Wellinger - mimo że tak bardzo ciągle podkreśla, że ma już OSIEMNAŚCIE lat - to wciąż jest zwykłym gówniarzem. A ta jego wzmianka o związkach na odległość to właściwie nic takiego, czego by się nie można było spodziewać.
A jednak lekki opad szczeny miałam. Bo chyba trochę za szybko z tym wyjechał. Z łóżka by chociaż najpierw wylazł.
No i Freund ma faktycznie zabójcze wyczucie czasu. Ja pierniczę.
buziak :*
Dobra, po raz kolejny jestem pewna, że po kolejnych przeczytaniach tytułu rozdziału i tego fragmentu z Vilmą i Wellim dzidziusiem nie jestem w stanie napisać nic konstruktywnego, bo jestem totalnie rozwalona ze śmiechu. XD
OdpowiedzUsuńA ten trójkącik to mi się już dawno powiększył i jakoś dalej nie jestem w stanie poukładać tego tak, żeby wepchnąć tam pana M. :P
weny :*