
dwa
lata później
ONI
‘A
ja się durna łudziłam, że to stado galopujących baranów kiedyś
dorośnie.
Ej,
przecież urośliśmy!
No
właśnie.’
-
Gdyby mi tak ktoś dwa lata temu powiedział, że Pierwszy Wielki
hajtnie się najwcześniej z nas wszystkich, to bym nie uwierzył.
-
Czekaj, czekaj, jeszcze się nie hajtnął. Zawsze jest cień szansy,
że dziewczyna w końcu przejrzy na oczy, zda sobie sprawę, że to
jednak ja jestem tym jedynym i zostawi wariata przed ołtarzem.
-
Chyba pod palmą. Romantyk nagle się znalazł. Weźmiemy ślub na
Cyprze, bo tam się wszystko zaczęło... Kicz, Rysiu, kicz!
-
Tylko sobie, biedak, nie przekalkulował, że wieczór panieński to
jego luba też na Cyprze spędzi. Kto tam wie, czy dziś to ona wciąż
na Wyspie Afrodyty, czy może już z innymi bogami miłości w
jakiejś tam Malezji się zapoznaje.
-
Wy wiecie, że ja tu z wami siedzę i to wszystko słyszę? Lepiej
sami byście sobie jakieś fajne panny znaleźli, a nie...
-
Chyba będę ojcem.
♥♥♥
-
To co, mała, wciąż zdecydowana na wieczne sypianie już tylko z
tym jednym, jedynym? Na takie ciasteczka, jak nasz kochany blond
nurek, będziesz już mogła co najwyżej pozerkać ukradkiem.
-
Ej, nie wiem, kim był ten blond diabeł wczoraj, ale... O mamusiu!
Za niego mogłabym wyjść nawet zaraz. Ale nie za Freitaga.
-
Boś ty tak samo głupia i długa jak twój brat. W dodatku kochasz
się w Wanku, więc normalna to ty być nie możesz. Poza tym, jak
można nie wiedzieć, kto to Akseli?! Wróć ty do przedszkola,
Wellinger.
-
A właśnie! Kupiłam ci różowe, puchate kajdanki!
-
A właśnie? Skojarzyło ci się to z przedszkolem, Wellingerem, czy
po prostu przypomniały ci się twoje zabawy z panem policjantem?
Chyba, że to Severin preferuje takie urozmaicenia. Zdecydowałabyś
się w końcu, a nie...
-
Niedobrze mi!
-
Oho, ktoś tu chyba za dużo martini wczoraj wypił.
-
Ale ona wczoraj nic nie piła!
♥♥♥
'I
don't wanna close my eyes
I don't wanna fall asleep
'Cause I'd miss you, baby
And I don't want to miss a thing'
I don't wanna fall asleep
'Cause I'd miss you, baby
And I don't want to miss a thing'
[Aerosmith
– I don't want to miss a thing]
Czy
może być coś bardziej magicznego niż dwoje zakochany ludzi,
którzy wirując w swoim pierwszy weselnym tańcu, gubią cały
otaczający ich świat? To ich niesamowite spojrzenie, pełne miłości
i szczęścia; ten blask, którego nie sposób pomylić z żadnym
innym; ten najprawdziwszy, najszerszy uśmiech świata, który
ozdabia usta kobiety lepiej niż jakakolwiek szminka. I nieważne, że
piasek sypie się do butów, a długa sukienka plącze pod nogami.
Nieważne nawet, że rodzice ukradkiem ocierają łzy wzruszenia, a
kumple po kryjomu otwierają już kolejnego szampana. Oni są sami, w
najbardziej romantycznej chwili, w świecie uczuć, które
zaprowadziły ich tego dnia przed palmowy ołtarz i pozwoliły
wymówić najpiękniejszą przysięgę.
Na
dobre i na złe.
Często
mu dogryzałem i podśmiewałem razem z innymi, ale tak naprawdę
Pierwszy Wielki znów stał się moim niekwestionowanym guru w
kwestii kobiet. Pokazał, że do prawdziwego szczęścia nie potrzeba
niezliczonej ilości naiwnych panienek na jedną noc, że warto
znaleźć tę jedną, jedyną , która będzie nas kochać nawet
wówczas, kiedy stracimy karierę, piękne, gęste włosy i większość
zębów. Nagle ja też zamarzyłem, aby na rozgrzanym piasku
cypryjskiej plaży wziąć w ramiona kobietę mojego życia i
zatańczyć z nią tysięczną piosenkę. Pierwszą jako małżeństwo.
-
Prześlicznie wyglądają – szepcze stojąca obok mnie Vilma,
ocierając ukradkiem zbłąkaną łzę. Ma rację, Richi i Basia
prezentują się po prostu idealnie. On w czarnym garniturze i
bordowym krawacie, podkreślającym jego dwukolorowe tęczówki, ona
w gustownej koronce z oszałamiającym wycięciem aż po sam dół
pleców. Długie, rubinowe włosy spięte ma w warkocz przyozdobiony
kremowymi różami. Bose stopy z gracją i wyczuciem poruszają się
po ciepłym jeszcze podłożu, zdradzając czerwony lakier na
paznokciach.
Szepczą
coś do siebie. Może czułe słówka? Plany na wspólną przyszłość?
Pomysły na podróż poślubną?
A
może wymieniają się właśnie tym, co usłyszeli tego poranka? No
bo przecież wszystkie świeżo upieczone małżeństwa podczas
pierwszego tańca plotkują sobie o przyjaciołach, zamiast cieszyć
własnym szczęściem i miłością!
-
O czym to tak moja piękna żona rozmyśla?
-
Myślę, że niedługo będziemy się bawić na weselu twojego
najlepszego przyjaciela.
-
Andi nie jest moim najlepszym przyjacielem.
-
Andi? Czemu Andi? O czym ty mówisz? Vilma jest w ciąży. Mam
nadzieję, że z Severinem.
-
Vilma? Nie żartuj! Niestety chyba muszę zgasić twoją nadzieję,
kochanie. Andi powiedział nam dziś przy śniadaniu, że chyba
będzie ojcem. Myślałem, że...
-
Andi? Nie, nie, nie! Ona nie może być tak durna. Błagam, powiedz,
że nie!
-
... to Wellinger. Zresztą nie tylko ja. Ale Vil... Myślisz, że to
coś poważnego?
-
Może... W sumie mieszkają razem prawie od roku. Kto tam wie, co
dzieje się w tych czterech ścianach ich małego mieszkanka. Severin
od początku wariował na myśl, że ona zamieszka z Wellim i proszę
bardzo, sam się doigrał.
-
Uśmiechasz się.
-
Wyobrażam sobie Andiego z maleństwem na rękach.
♥♥♥
-
Siku! Vilma, siku! - Serio? Teraz to już zawsze będzie tak
wyglądać? Choć mam nadzieję, że moje kochane dzieciątko będzie
jednak wolało wołać do mnie mamusiu. No i na codzień nie
będzie jednak nosiło kilkuwarstwowej sukni ślubnej. Szczególnie
jeśli to będzie chłopczyk.
Zerkam
więc przekornie na radośnie wyszczerzonego rudzielca przy moim
boku. Jak widać nawet wizja wyplątywania się z tego oplatającego
ją, białego potwora nie jest w stanie zachwiać uroku tych
najszczęśliwszych chwil.
-
No popatrz, to już nawet Welli dwa lata temu potrafił załatwiać
takie sprawy sam - rzucam z przekąsem., mimo wszystko podnosząc się
z wygodnego krzesełka i omal nie wywijając orła przez wredne,
kilkunastocentymetrowe szpilki na moich nogach. Zważywszy na
okoliczności chyba powinnam je polubić.
-
Hahaha... Uśmiałam się jak nigdy. Pogadamy niedługo, jak to ty
będziesz paradować cały dzień w czymś takim! - burczy, wskazując
na sukienkę, której tren z całą pewnością nie zmieści się w
przegródce damskiej toalety. - A mówiłam baranowi, żeby zrobić
wesele w Blogspocie. W małej czarnej... no dobra, nawet w
małej białej prezentowałabym się znacznie lepiej, a w nocy
znacznie łatwiej i szybciej byłoby się jej pozbyć. - Śmieję się
tylko wesoło. Trzeba przyznać, że trafił swój na swego. Nudzić
to oni się nie będą. W żadnej dziedzinie wspólnego pożycia.
- To co, Vil, kiedy będziemy tańcować na twoim weselu? - Chwilę
później, kiedy już wszystkie guziki, guziczki i haftki zostają
zapięte, odpięte i przepięte we właściwe miejsce, z kabiny
nadbiega pytanie, które zwala mnie z nóg niemal z taką samą
sprawnością jak te przeklęte obcasy. Wskakuję na blat umywalki i
wzdycham cichutko. W końcu wszystkie najważniejsze rozmowy
przyjaciółek zazwyczaj odbywają się w babskich kiblach. Wiem
więc, że szanse na ucieczkę od tematu mam raczej marne,
szczególnie że do środka wpadają nagle Emma, Annie i mała
Wellinger.
-
Nie śpieszy mi się do małżeństwa. Poza tym, gdybyś zapomniała,
a wiem, że bardzo lubisz zapominać, że zerwałam z Severinem, nie
mam nawet kandydata na męża.
-
Ale za to masz na ojca – wtrąca się Em, siadając obok mnie na
blacie i delikatnie kopiąc w łydkę. - Nie zgrywaj się.
Uwierzyłabym, że się zatrułaś i dlatego nie tknęłaś ani
kropelki na wieczorze panieńskim, ale sok brzoskwiniowy podczas
toastu? Wpadłaś Vil. Przyznawaj się więc lepiej, kto jest tym
szczęściarzem. Severin czy Marinus?
-
Andi! - wyręcza mnie Panna Młoda, zatrzaskując za sobą drzwiczki
i chlapiąc na mnie wodą podczas mycia rąk.
-
Mój brat? - Brwi Wellingerównej niebezpiecznie podjeżdżają do
góry. W sumie nie jestem pewna, jaką odpowiedz wolałaby usłyszeć.
- Mój młodszy braciszek będzie ojcem? Jaja sobie robisz? -
Zawstydzona wbijam wzrok w podłogę. - Błagam, powiedz, że to
nieprawda, że to nie...
-
Przepraszam, Juls. To była tylko jedna, nic nieznacząca noc. Jedna,
jedyna... - Sama słyszę, jak beznadziejnie brzmią te słowa. Tym
bardziej, że przecież obydwie doskonale znamy Andiego i jego
wielkie serce. - Severin przypadkiem dowiedział się o tym, co było
między mną a Marinusem na Cyprze i po przeprowadzce do Monachium.
Wpadł do nas do mieszkania i nagadał mi takich rzeczy, że przez
pół nocy piłam wino i beczałam Andreasowi w rękaw. - Chciałam
przerwać, nie zanudzać ich dalszymi szczegółami, ale nagle
zobaczyłam przed sobą cztery zaciekawione buźki z błyszczącymi
oczami i lekko rozdziawionymi ustami. Nawet Julka szturchnęła mnie
mocno, zmuszając do kontynuacji. - Alkohol wciąż szumiał mi w
głowie, ale łzy w końcu się skończyły. Zaczęłam być
wściekła, bardzo wściekła. Zadzwoniłam do Severina i zaczęłam
się na niego drzeć, ale Andi zabrał mi telefon, a później
próbował uspokoić. Szamotaliśmy się po całej kanapie, aż w
końcu z głośnym śmiechem wylądowaliśmy na podłodze. Zgaduję,
że to ja go pierwsza pocałowałam, on w życiu by się na to nie
odważył, ale też nie zaprotestował. Ani przy pocałunku, ani
później...
♥♥♥
-
Wellinger, zabiję cię! Przysięgam!
Mówiłem
już, że jesteśmy specjalistami w rozwalaniu różnych imprez?
Najlepsze jest jednak to, że Richard z Baśką wydają się naprawdę
świetnie bawić, mimo iż jeden z ich gości siedzi skulony pod
grupką karłowatych palm, a drugi lata po plaży, wrzeszcząc, że
go zabije. Cypryjczycy zapamiętają nas sobie chyba na długi, długi
czas. Wywieszą na lotnisku nasze zdjęcia z dopiskiem: 'nie
wpuszczać pod żadnym pozorem'.
Jeszcze jak na noc poślubną Pierwszy Wielki znów zapomni o
zamknięciu okna, to zaczną przyklejać te zdjęcia do tarcz w
klubach dart.
-
Severin, kto to widział, żeby pierwszy drużba nie tańczył
jeszcze z Panną Młodą, co? Chodź – oddycham z ulgą, słysząc
aksamitny głosik ślicznego rudzielca. Wiem, że Freund, gentleman
od siedmiu boleści, nie odmówi kobiecie. Jednak chwilę później aż
podskakuję do góry ze strachu, bo ktoś gramoli się pod moje
schronienie.
-
Hej, dzieciaku – rzuca częściowo zawstydzona, częściowo wesoła
Vilma. Taka to ma dobrze, może sobie usiąść wyprostowana, a nie
skręcać się w kłębek, żeby łeb znad drzewa nie wystawał. -
Przepraszam. Nie chciałam, żeby tak to wyszło i żebyś dowiedział
się w taki sposób. Jeszcze ten wariat rozwala Ryśkowi i Basi
wesele.
-
No proszę cię, widziałaś ekscytację Richiego, jak Severin zaczął
szaleć? Jesteś wśród Niemaszków, krasnalku, dla nas dzień bez
takiej afery, to dzień stracony, a świeżo upieczona Frau Freitag,
wżeniając się w naszą drużynę, też chyba wiedziała w co się
pakuje. Co do dziecka... - Przytulam ją mocno do siebie. No i co, że
jest siedem lat ode mnie starsza? Każda kobieta potrzebuje czasem
wsparcia, nawet na tak młodziutkim ramieniu. - Wiedziałem o nim.
Wanki tak się stresował tym weselem, że zaczął robić porządki
w całym mieszkaniu. Łącznie z twoją łazienką. Przyleciał do
mnie, wymachując jak wariat pozytywnym testem. Więc albo Basia
musiała być u ciebie i ziściłoby się największe marzenie
Richarda, albo to ty.
-
Boję się, Welli. Nie wiem co teraz będzie.
-
A jak myślisz? Ślub, dzidziuś i wiecznie nadąsany Freund na
karku. Pamiętasz tamten dzień, kiedy wróciliśmy z Wisły? Twoja
mina na widok mojego podbitego oka, a później to wściekłe: błagam
powiedź, że ci dom zalało, okradli cię, masz myszy, szczury, albo
inne robale!
-
Tak, pamiętam. Wanki stwierdził, że ma szczura, ale nie chciał go
brać ze sobą, żebym się nie wystraszyła. Rany, z kim ja się
zadaję?! Jeden świr tak się boi, żebym go nie zdradziła, że
nasyła na nas drugiego świra, a trzeci świr się na to zgadza, bo
przecież we trójkę będzie zabawniej. Jedyny normalny z was, to
Pierwszy Wielki. To się akurat musiał dzisiaj ożenić, no. Trzeba
było zostać w Stuttgarcie i pracować u twojej babci.
-
Eeeee, nudno by ci w życiu było.
-
Mam was! - O cholera! Severin zagląda pod naszą palmę, a minę ma
wypisz wymaluj jak Gargamel, który dopadł w końcu Smerfy. Zrywamy
się na równe nogi.
To
będzie bardzo długa i naprawdę dziwna noc!
A
wiecie, co jest w tym wszystkim najlepsze?
Domyślcie
się...
**********
Nie
jestem dobra w pożegnaniach i podziękowaniach. To chyba dopiero
czwarte/piąte opowiadanie w mojej
karierze, które
doprowadziłam do tego pięknego słóweczka END.
Powiem więc chyba tylko, że niesamowicie Wam dziękuję. Tym, które
zostawiały po sobie ślad pod rozdziałami, dając niesamowitego
kopa do dalszego pisania, jak i tym, które po prostu były tutaj ze
mną. Dziękuję, dziękuję i jeszcze raz dziękuję. Mam nadzieję,
że polubiłyście tę niemiecką ferajnę choć troszeczkę.
Szczególnie Andusia-dzidziusia, który z upierdliwego bachorka stał
nam się nagle chyba całkiem porządnym facetem. Andi, czekamy teraz
na taką przemianę w rzeczywistości.
Długo
zastanawiałam się nad tym epilogiem. Mogłam go zamknąć jednym,
prostym zdaniem, dając Wam moją wersję wydarzeń. Postanowiłam
jednak tego nie robić. Podobnie jak wcześniej, ukryłam w tekście
wskazówki, które jeśli będziecie chciały, mogą Wam przedstawić
moją wizję zakończenia, ale możecie też przeczytać ją po
prostu na swój sposób. Co tylko chcecie. Andi jest do Waszej
dyspozycji.
Jeszcze
raz dziękuję bardzo za Waszą obecność i jeśli jeszcze nie macie
mnie jakoś bardzo, bardzo dość, to wraz ze startem Pucharu Świata
zapraszam tu:
Dla czytelnika nie ma chyba nic gorszego niż tzw. otwarte zakończenia. Nasza cholernie romantyczna natura to by chciała, żeby zawsze i wszystko skończyło się ładnie i pięknie. Żeby źyli sto lat i sto lat. A nawet jak się tak skończy to chcielibyśmy dalej wszystko wiedzieć. Że mieli dzieci i wnuki. I że umarli w starości. I że byli szczęśliwi. Czytelnik może i lubi rozmyślać i kombinować, ale zawsze potem by chciał sprawdzić czy miał rację. A tu przewrotnie każdy ma rację. Natura czytelnika się buntuje. Bo jakże to tak? Czasem taki czytelnik będzie próbował zaczepiać autora i dopytywać: "A to naprawdę jego dziecko?"
OdpowiedzUsuńLubię jak piszesz. Tak kręcisz, motasz i komplikujesz, że nigdy niczego nie można być pewnym. Niczego. Ja Ci pamiętam, jak nas zakręciłaś kiedyś z Krzysiem. Oj, pamiętam!
Ale są historie do których takie komplikowanie i mieszanie pasuje. I miliard możliwych zakończeń. Natura ciekawskiego czytelnika krzyczy, ale tak jest fajnie.
A Ty nie możesz się śmiać, że wierzymy w najbardziej nierealną historię :D
Jako ten zły autor, który czasem lubi się bawić z Wami w kotka i myszkę, powiem, że cieszy mnie takie podejście do tego otwartego zakończenia, bo właśnie miało dać czytelnikom małego pstryczka w nos :P choć w sumie zakończeń nie ma wielu możliwych. Tak naprawdę są dwa. Bo jako ten dobry autor, który lubi odpowiadać na niepewności czytelników, mogę powiedzieć - tak, to dziecko Andiego i tak żyli ze sobą długo i szczęśliwie :D
UsuńDziękuję ślicznie za komentarz i że czytałaś tych wariatów, których ja sama miałam często dość.
Vilmuś serio? Tak z bahorkiem Wellim zrobić sobie drugiego bahorka? :D Nie no dobra do samego końca byłam za Marinusem i przez twoją ostatnią obsesyjną akcję z szukaniem pana M. po Wiśle myślałam, że mimo wszystko weźmiesz jego. A tu bum! Jak zwykle nie miałam racji ;_;
OdpowiedzUsuńweny! i czekam na tego Wanka :D
Wahałam się długo między Marinusem i Andim, bo Mari pasował tam w taki niby romantyczny sposób. Taki cukierkowy happy end. Jednak Andi pozwalał na ten przewrotny i wcale nie tak jednoznaczny epilog. Biorąc pod uwagę,że lubię niekonwencjonalne zakończenia, zdecydowałam się na Andiego i małe bum :P
UsuńMogę po cichutku zdradzić, że chyba jako jedyna byłaś właśnie bliska tej mojej wizji zakończenia... A nie, Mouse też była :P
Dziękuję za obecność tutaj i wsparcie przy pisaniu :*
Ja w ogóle to przepraszam, zaniedbałam to cudo i nasze Niemaszki w sposób niewybaczalny. No bo szkoła to żadne wytłumaczenie, żeby o skakajców nie dbać:D Ale dobra, sezon idzie to trzeba się poprawić. A potem święta...;) Ok, koniec baźgrołów nie na temat.
OdpowiedzUsuńJa kocham te twoje końcówki, wiesz? Kocham je, bo nigdy nie mam nawet najmniejszych szans, żeby przewidzieć najmniejszą cząstkę- a mimo wszystko w kółko chcę próbować.
Hmm... Czyli Anduś ojcem zostanie - a ja niedobra kobieta, tak wątpiłam tutaj w jego męskie zdolności. Ale co tam, kto powiedział, że dzieci nie mają prawo mieć dzieci, szczególnie te już duże. A skoczkowie nie dorastają. I właściwie mimo, że ta istotka mała pojawiła się kwestią zupełnego przypadku, zupełnie po za drogim, tajemnym trójkątem ( choć może nie do końca, bo skądś się ten samobójczy pomysł na mieszkanie z Andim wziąć musiał), to chyba Vil się trafiło paradoksalnie najlepiej. Bo choć ja też, tak samo jak dziewczyny- szczególnie po Wiśle- na Marinusa stawiałam. Ale on był chyba dla niej za delikatny, zbyt romantyczny i czuły. Bo to jednak twarda baba, z charakterkiem, którego bardzo, bardzo zazdroszczę. Z kolei Sevcio- co wydaje się absurdem, ponieważ to Sevcio- zdawał mi się u jej boku bardzo, bardzo poważny, posiadający zbyt małą porcję szaleństwa. Więc całe szczęście, że w końcu kosa trafiła na kamień. Co tam to siedem lat, to chyba malutko w takich przypadkach;) Więc już sobie dopisuje to długo i na zawsze, puls że na jednym się nie skończyło. No.
I jeszcze dodam, że kocham wizerunek Rysia Perfekcyjnego, rzadko coś aż tak ściska serducho. No, wyjąć go tylko z tego bloga i skopiować dla wszystkich samotnych. A że czasem nie zamknie okien i zakłóci życie mieszkańców Cypru;)? No proszę, aby wszyscy faceci mieli tylko tego typu wady.
Buziaki, dużo weny i czekam na Wanka (poproszę najbardziej wankowatego, jakiego da się stworzyć;) ).
I dzięki za ten cały uśmiech.
Strasznie przepraszam Andusia, że dopiero teraz jestem, ale wszystko było przeciw mnie, gdy zaczynałam pisać tu komentarz. Może to rzeczywiście ta mała żmija za tym stoi, bo boi się o swoją reputację, którą zamierzam mu zniszczyć, pozbawić go resztek ( :D ) męskości.
OdpowiedzUsuńBędzie mi brakować tego opowiadanka, mimo, że było zupełnie inne, od Twoich dotychczasowych. Ale inne, nie znaczy, że gorsze! Było idealne na wieczory pod kocem i nudne wykłady, gdy musiałam się pilnować, żeby nie wybuchnąć dzikim chichotem. Genialnie wplatałaś nasze rozmowy, pokręcone pomysły i cały blogowy światek do treści, a i Anduś stał się tu niemal moim ulubieńcem ( zaraz po Seviku, Vilmie, Ryśku, Basi), także można powiedzieć, że go polubiłam. Ale tylko tutaj, tylko u Ciebie. Wszędzie indziej Anduś sio!
Tak się zastanawiałam po poprzednim odcinku, co się tu wydarzy. I wrażeń nie zabrakło. No bo Ryś taki kochany i zostawił Basię na Cyprze, żeby sobie wieczór panieński urządziła. Czyż on nie jest ideałem? Choć, to prawda, bóg miłości na Malezji mógł stanowić pewną pokusę, ale choćby nawet, to jeszcze przed ślubem było, więc co tam. Później Basia już tylko rysiowa. A siostra Wellingera to tak samo durna jak i jej brat, krew z krwi normalnie. :D
Przy tej scenie z toalety, to prawie leżałam pod biurkiem ze śmiechu. Ale to rzeczywiście prawda. Większość ważnych rozmów podczas imprez właśnie tam się odbywa :D I dziewczyny były takie fajowe. Poza tym jak Baśka mogła sie zgodzić na długą suknię? W życiu, w życiu! Impreza w Blogspocie mogłaby być fajna, ale w sumie chyba dobrze romantyczny zmysł Rysia podpowiedział. Cypr- tu wszystko sie zaczęło.
No i Vilma, a przy okazji moje teorie. Pierwsza jest chyba najmniej prawdopodobna: Vilma wcale nie jest w ciąży. No bo jakoś nie chce mi się wierzyć w męskość Andusia. Ale nie raczyła by się sokiem i nie byłaby tego taka pewna. No i ten test ciążowy znaleziony przez Wanka. Więc odrzucam tę teorię.
Teoria druga: Vilma jest w ciąży, ale to nie jest dziecko Andiego. Bo ja W OGÓLE NIE WIERZĘ, że to może być jego dziecko. Nie i koniec. Choćbym miała na to tysiąc dowodów to i tak nie uwierzę. Ale wracając do teorii. Jeżeli ją przyjmiemy, to wynika z niej klika możliwości:
a) ojcem jest bóg miłości z Malezji, czyli blond włosy nurek :D Ale to by mi się trochę nie zgadzało. Bo jakim cudem ten test ciążowy znalazłby się w mieszkaniu w Niemczech? No i ( zakładając, że to było dość niedługo przed ślubem) raczej tak szybko by się nie zorientowała. Więc tę opcję, co prawda kuszącą, muszę odrzucić.
b) Ojcem jest Severin. Co prawda nie wiele wiadomo nam, jak ten ich wspólny związek wyglądał po powrocie do Niemiec ( wiadomo tyle, że się Sevik pieklił o to, że Vilma zamieszkała z Wellisiem), ale chyba mogę sobie tak założyć, prawda? Ale z drugiej strony Sevi to dżentelmen, więc może on uznaje te rzeczy tylko po ślubie? To mogłoby zburzyć tę teorię.
c) Ojcem jest Marinus. No bo tak. Marinus od początku był w trójkącie, no i...cóż... w Twoim umyśle, zwłaszcza po Wiśle. Dlatego nie chce mi się wierzyć, żebyś wymieniła go na Andiego. Nie i koniec. Ja wierzę w ludzi. W dodatku któraś z dziewczyn wspomina o zabawach z panem policjantem, więc wychodzi na to, że może jeszcze się spotykali po tych wakacjach. Coś w tym musi być, no musi. Zbyt oczywiste jak na takie otwarte zakończenie byłoby ojcostwo Andiego, zbyt oczywiste.
Więc czekam teraz na jakąś małą podpowiedź! :D
Dziwnie mi się żegnać z tą historyjką, bo przypomina mi wakacje, Wisłę i wszystkie przyjemne chwilę, więc z pewnością kiedyś jeszcze do niej wrócę, pewnie jak złapię doła. Pośmieję się z dzidziusia Wellisia i znów będzie dobrze.
Ściskam i pozdrawiam! :*
Aaaaaaaa! I czekam niecierpliwie na Wanka!