sobota, 8 listopada 2014

Epilog. Wesele

dwa lata później
ONI
A ja się durna łudziłam, że to stado galopujących baranów kiedyś dorośnie.
Ej, przecież urośliśmy!
No właśnie.’
- Gdyby mi tak ktoś dwa lata temu powiedział, że Pierwszy Wielki hajtnie się najwcześniej z nas wszystkich, to bym nie uwierzył.
- Czekaj, czekaj, jeszcze się nie hajtnął. Zawsze jest cień szansy, że dziewczyna w końcu przejrzy na oczy, zda sobie sprawę, że to jednak ja jestem tym jedynym i zostawi wariata przed ołtarzem.
- Chyba pod palmą. Romantyk nagle się znalazł. Weźmiemy ślub na Cyprze, bo tam się wszystko zaczęło... Kicz, Rysiu, kicz!
- Tylko sobie, biedak, nie przekalkulował, że wieczór panieński to jego luba też na Cyprze spędzi. Kto tam wie, czy dziś to ona wciąż na Wyspie Afrodyty, czy może już z innymi bogami miłości w jakiejś tam Malezji się zapoznaje.
- Wy wiecie, że ja tu z wami siedzę i to wszystko słyszę? Lepiej sami byście sobie jakieś fajne panny znaleźli, a nie...
- Chyba będę ojcem.
♥♥♥

- To co, mała, wciąż zdecydowana na wieczne sypianie już tylko z tym jednym, jedynym? Na takie ciasteczka, jak nasz kochany blond nurek, będziesz już mogła co najwyżej pozerkać ukradkiem.
- Ej, nie wiem, kim był ten blond diabeł wczoraj, ale... O mamusiu! Za niego mogłabym wyjść nawet zaraz. Ale nie za Freitaga.
- Boś ty tak samo głupia i długa jak twój brat. W dodatku kochasz się w Wanku, więc normalna to ty być nie możesz. Poza tym, jak można nie wiedzieć, kto to Akseli?! Wróć ty do przedszkola, Wellinger.
- A właśnie! Kupiłam ci różowe, puchate kajdanki!
- A właśnie? Skojarzyło ci się to z przedszkolem, Wellingerem, czy po prostu przypomniały ci się twoje zabawy z panem policjantem? Chyba, że to Severin preferuje takie urozmaicenia. Zdecydowałabyś się w końcu, a nie...
- Niedobrze mi!
- Oho, ktoś tu chyba za dużo martini wczoraj wypił.
- Ale ona wczoraj nic nie piła!
♥♥♥

'I don't wanna close my eyes
I don't wanna fall asleep
'Cause I'd miss you, baby
And I don't want to miss a thing'
[Aerosmith – I don't want to miss a thing]
Czy może być coś bardziej magicznego niż dwoje zakochany ludzi, którzy wirując w swoim pierwszy weselnym tańcu, gubią cały otaczający ich świat? To ich niesamowite spojrzenie, pełne miłości i szczęścia; ten blask, którego nie sposób pomylić z żadnym innym; ten najprawdziwszy, najszerszy uśmiech świata, który ozdabia usta kobiety lepiej niż jakakolwiek szminka. I nieważne, że piasek sypie się do butów, a długa sukienka plącze pod nogami. Nieważne nawet, że rodzice ukradkiem ocierają łzy wzruszenia, a kumple po kryjomu otwierają już kolejnego szampana. Oni są sami, w najbardziej romantycznej chwili, w świecie uczuć, które zaprowadziły ich tego dnia przed palmowy ołtarz i pozwoliły wymówić najpiękniejszą przysięgę.
Na dobre i na złe.
Często mu dogryzałem i podśmiewałem razem z innymi, ale tak naprawdę Pierwszy Wielki znów stał się moim niekwestionowanym guru w kwestii kobiet. Pokazał, że do prawdziwego szczęścia nie potrzeba niezliczonej ilości naiwnych panienek na jedną noc, że warto znaleźć tę jedną, jedyną , która będzie nas kochać nawet wówczas, kiedy stracimy karierę, piękne, gęste włosy i większość zębów. Nagle ja też zamarzyłem, aby na rozgrzanym piasku cypryjskiej plaży wziąć w ramiona kobietę mojego życia i zatańczyć z nią tysięczną piosenkę. Pierwszą jako małżeństwo.
- Prześlicznie wyglądają – szepcze stojąca obok mnie Vilma, ocierając ukradkiem zbłąkaną łzę. Ma rację, Richi i Basia prezentują się po prostu idealnie. On w czarnym garniturze i bordowym krawacie, podkreślającym jego dwukolorowe tęczówki, ona w gustownej koronce z oszałamiającym wycięciem aż po sam dół pleców. Długie, rubinowe włosy spięte ma w warkocz przyozdobiony kremowymi różami. Bose stopy z gracją i wyczuciem poruszają się po ciepłym jeszcze podłożu, zdradzając czerwony lakier na paznokciach.
Szepczą coś do siebie. Może czułe słówka? Plany na wspólną przyszłość? Pomysły na podróż poślubną?
A może wymieniają się właśnie tym, co usłyszeli tego poranka? No bo przecież wszystkie świeżo upieczone małżeństwa podczas pierwszego tańca plotkują sobie o przyjaciołach, zamiast cieszyć własnym szczęściem i miłością!

- O czym to tak moja piękna żona rozmyśla?
- Myślę, że niedługo będziemy się bawić na weselu twojego najlepszego przyjaciela.
- Andi nie jest moim najlepszym przyjacielem.
- Andi? Czemu Andi? O czym ty mówisz? Vilma jest w ciąży. Mam nadzieję, że z Severinem.
- Vilma? Nie żartuj! Niestety chyba muszę zgasić twoją nadzieję, kochanie. Andi powiedział nam dziś przy śniadaniu, że chyba będzie ojcem. Myślałem, że...
- Andi? Nie, nie, nie! Ona nie może być tak durna. Błagam, powiedz, że nie!
- ... to Wellinger. Zresztą nie tylko ja. Ale Vil... Myślisz, że to coś poważnego?
- Może... W sumie mieszkają razem prawie od roku. Kto tam wie, co dzieje się w tych czterech ścianach ich małego mieszkanka. Severin od początku wariował na myśl, że ona zamieszka z Wellim i proszę bardzo, sam się doigrał.
- Uśmiechasz się.
- Wyobrażam sobie Andiego z maleństwem na rękach.
♥♥♥

- Siku! Vilma, siku! - Serio? Teraz to już zawsze będzie tak wyglądać? Choć mam nadzieję, że moje kochane dzieciątko będzie jednak wolało wołać do mnie mamusiu. No i na codzień nie będzie jednak nosiło kilkuwarstwowej sukni ślubnej. Szczególnie jeśli to będzie chłopczyk.
Zerkam więc przekornie na radośnie wyszczerzonego rudzielca przy moim boku. Jak widać nawet wizja wyplątywania się z tego oplatającego ją, białego potwora nie jest w stanie zachwiać uroku tych najszczęśliwszych chwil.
- No popatrz, to już nawet Welli dwa lata temu potrafił załatwiać takie sprawy sam - rzucam z przekąsem., mimo wszystko podnosząc się z wygodnego krzesełka i omal nie wywijając orła przez wredne, kilkunastocentymetrowe szpilki na moich nogach. Zważywszy na okoliczności chyba powinnam je polubić.
- Hahaha... Uśmiałam się jak nigdy. Pogadamy niedługo, jak to ty będziesz paradować cały dzień w czymś takim! - burczy, wskazując na sukienkę, której tren z całą pewnością nie zmieści się w przegródce damskiej toalety. - A mówiłam baranowi, żeby zrobić wesele w Blogspocie. W małej czarnej... no dobra, nawet w małej białej prezentowałabym się znacznie lepiej, a w nocy znacznie łatwiej i szybciej byłoby się jej pozbyć. - Śmieję się tylko wesoło. Trzeba przyznać, że trafił swój na swego. Nudzić to oni się nie będą. W żadnej dziedzinie wspólnego pożycia. - To co, Vil, kiedy będziemy tańcować na twoim weselu? - Chwilę później, kiedy już wszystkie guziki, guziczki i haftki zostają zapięte, odpięte i przepięte we właściwe miejsce, z kabiny nadbiega pytanie, które zwala mnie z nóg niemal z taką samą sprawnością jak te przeklęte obcasy. Wskakuję na blat umywalki i wzdycham cichutko. W końcu wszystkie najważniejsze rozmowy przyjaciółek zazwyczaj odbywają się w babskich kiblach. Wiem więc, że szanse na ucieczkę od tematu mam raczej marne, szczególnie że do środka wpadają nagle Emma, Annie i mała Wellinger.
- Nie śpieszy mi się do małżeństwa. Poza tym, gdybyś zapomniała, a wiem, że bardzo lubisz zapominać, że zerwałam z Severinem, nie mam nawet kandydata na męża.
- Ale za to masz na ojca – wtrąca się Em, siadając obok mnie na blacie i delikatnie kopiąc w łydkę. - Nie zgrywaj się. Uwierzyłabym, że się zatrułaś i dlatego nie tknęłaś ani kropelki na wieczorze panieńskim, ale sok brzoskwiniowy podczas toastu? Wpadłaś Vil. Przyznawaj się więc lepiej, kto jest tym szczęściarzem. Severin czy Marinus?
- Andi! - wyręcza mnie Panna Młoda, zatrzaskując za sobą drzwiczki i chlapiąc na mnie wodą podczas mycia rąk.
- Mój brat? - Brwi Wellingerównej niebezpiecznie podjeżdżają do góry. W sumie nie jestem pewna, jaką odpowiedz wolałaby usłyszeć. - Mój młodszy braciszek będzie ojcem? Jaja sobie robisz? - Zawstydzona wbijam wzrok w podłogę. - Błagam, powiedz, że to nieprawda, że to nie...
- Przepraszam, Juls. To była tylko jedna, nic nieznacząca noc. Jedna, jedyna... - Sama słyszę, jak beznadziejnie brzmią te słowa. Tym bardziej, że przecież obydwie doskonale znamy Andiego i jego wielkie serce. - Severin przypadkiem dowiedział się o tym, co było między mną a Marinusem na Cyprze i po przeprowadzce do Monachium. Wpadł do nas do mieszkania i nagadał mi takich rzeczy, że przez pół nocy piłam wino i beczałam Andreasowi w rękaw. - Chciałam przerwać, nie zanudzać ich dalszymi szczegółami, ale nagle zobaczyłam przed sobą cztery zaciekawione buźki z błyszczącymi oczami i lekko rozdziawionymi ustami. Nawet Julka szturchnęła mnie mocno, zmuszając do kontynuacji. - Alkohol wciąż szumiał mi w głowie, ale łzy w końcu się skończyły. Zaczęłam być wściekła, bardzo wściekła. Zadzwoniłam do Severina i zaczęłam się na niego drzeć, ale Andi zabrał mi telefon, a później próbował uspokoić. Szamotaliśmy się po całej kanapie, aż w końcu z głośnym śmiechem wylądowaliśmy na podłodze. Zgaduję, że to ja go pierwsza pocałowałam, on w życiu by się na to nie odważył, ale też nie zaprotestował. Ani przy pocałunku, ani później...
♥♥♥

- Wellinger, zabiję cię! Przysięgam!
Mówiłem już, że jesteśmy specjalistami w rozwalaniu różnych imprez? Najlepsze jest jednak to, że Richard z Baśką wydają się naprawdę świetnie bawić, mimo iż jeden z ich gości siedzi skulony pod grupką karłowatych palm, a drugi lata po plaży, wrzeszcząc, że go zabije. Cypryjczycy zapamiętają nas sobie chyba na długi, długi czas. Wywieszą na lotnisku nasze zdjęcia z dopiskiem: 'nie wpuszczać pod żadnym pozorem'. Jeszcze jak na noc poślubną Pierwszy Wielki znów zapomni o zamknięciu okna, to zaczną przyklejać te zdjęcia do tarcz w klubach dart.
- Severin, kto to widział, żeby pierwszy drużba nie tańczył jeszcze z Panną Młodą, co? Chodź – oddycham z ulgą, słysząc aksamitny głosik ślicznego rudzielca. Wiem, że Freund, gentleman od siedmiu boleści, nie odmówi kobiecie. Jednak chwilę później aż podskakuję do góry ze strachu, bo ktoś gramoli się pod moje schronienie.
- Hej, dzieciaku – rzuca częściowo zawstydzona, częściowo wesoła Vilma. Taka to ma dobrze, może sobie usiąść wyprostowana, a nie skręcać się w kłębek, żeby łeb znad drzewa nie wystawał. - Przepraszam. Nie chciałam, żeby tak to wyszło i żebyś dowiedział się w taki sposób. Jeszcze ten wariat rozwala Ryśkowi i Basi wesele.
- No proszę cię, widziałaś ekscytację Richiego, jak Severin zaczął szaleć? Jesteś wśród Niemaszków, krasnalku, dla nas dzień bez takiej afery, to dzień stracony, a świeżo upieczona Frau Freitag, wżeniając się w naszą drużynę, też chyba wiedziała w co się pakuje. Co do dziecka... - Przytulam ją mocno do siebie. No i co, że jest siedem lat ode mnie starsza? Każda kobieta potrzebuje czasem wsparcia, nawet na tak młodziutkim ramieniu. - Wiedziałem o nim. Wanki tak się stresował tym weselem, że zaczął robić porządki w całym mieszkaniu. Łącznie z twoją łazienką. Przyleciał do mnie, wymachując jak wariat pozytywnym testem. Więc albo Basia musiała być u ciebie i ziściłoby się największe marzenie Richarda, albo to ty.
- Boję się, Welli. Nie wiem co teraz będzie.
- A jak myślisz? Ślub, dzidziuś i wiecznie nadąsany Freund na karku. Pamiętasz tamten dzień, kiedy wróciliśmy z Wisły? Twoja mina na widok mojego podbitego oka, a później to wściekłe: błagam powiedź, że ci dom zalało, okradli cię, masz myszy, szczury, albo inne robale!
- Tak, pamiętam. Wanki stwierdził, że ma szczura, ale nie chciał go brać ze sobą, żebym się nie wystraszyła. Rany, z kim ja się zadaję?! Jeden świr tak się boi, żebym go nie zdradziła, że nasyła na nas drugiego świra, a trzeci świr się na to zgadza, bo przecież we trójkę będzie zabawniej. Jedyny normalny z was, to Pierwszy Wielki. To się akurat musiał dzisiaj ożenić, no. Trzeba było zostać w Stuttgarcie i pracować u twojej babci.
- Eeeee, nudno by ci w życiu było.
- Mam was! - O cholera! Severin zagląda pod naszą palmę, a minę ma wypisz wymaluj jak Gargamel, który dopadł w końcu Smerfy. Zrywamy się na równe nogi.
To będzie bardzo długa i naprawdę dziwna noc!
A wiecie, co jest w tym wszystkim najlepsze?
Domyślcie się...
**********

Nie jestem dobra w pożegnaniach i podziękowaniach. To chyba dopiero czwarte/piąte opowiadanie w mojej karierze, które doprowadziłam do tego pięknego słóweczka END. Powiem więc chyba tylko, że niesamowicie Wam dziękuję. Tym, które zostawiały po sobie ślad pod rozdziałami, dając niesamowitego kopa do dalszego pisania, jak i tym, które po prostu były tutaj ze mną. Dziękuję, dziękuję i jeszcze raz dziękuję. Mam nadzieję, że polubiłyście tę niemiecką ferajnę choć troszeczkę. Szczególnie Andusia-dzidziusia, który z upierdliwego bachorka stał nam się nagle chyba całkiem porządnym facetem. Andi, czekamy teraz na taką przemianę w rzeczywistości.
Długo zastanawiałam się nad tym epilogiem. Mogłam go zamknąć jednym, prostym zdaniem, dając Wam moją wersję wydarzeń. Postanowiłam jednak tego nie robić. Podobnie jak wcześniej, ukryłam w tekście wskazówki, które jeśli będziecie chciały, mogą Wam przedstawić moją wizję zakończenia, ale możecie też przeczytać ją po prostu na swój sposób. Co tylko chcecie. Andi jest do Waszej dyspozycji.
Jeszcze raz dziękuję bardzo za Waszą obecność i jeśli jeszcze nie macie mnie jakoś bardzo, bardzo dość, to wraz ze startem Pucharu Świata zapraszam tu:

6 komentarzy:

  1. Dla czytelnika nie ma chyba nic gorszego niż tzw. otwarte zakończenia. Nasza cholernie romantyczna natura to by chciała, żeby zawsze i wszystko skończyło się ładnie i pięknie. Żeby źyli sto lat i sto lat. A nawet jak się tak skończy to chcielibyśmy dalej wszystko wiedzieć. Że mieli dzieci i wnuki. I że umarli w starości. I że byli szczęśliwi. Czytelnik może i lubi rozmyślać i kombinować, ale zawsze potem by chciał sprawdzić czy miał rację. A tu przewrotnie każdy ma rację. Natura czytelnika się buntuje. Bo jakże to tak? Czasem taki czytelnik będzie próbował zaczepiać autora i dopytywać: "A to naprawdę jego dziecko?"
    Lubię jak piszesz. Tak kręcisz, motasz i komplikujesz, że nigdy niczego nie można być pewnym. Niczego. Ja Ci pamiętam, jak nas zakręciłaś kiedyś z Krzysiem. Oj, pamiętam!
    Ale są historie do których takie komplikowanie i mieszanie pasuje. I miliard możliwych zakończeń. Natura ciekawskiego czytelnika krzyczy, ale tak jest fajnie.
    A Ty nie możesz się śmiać, że wierzymy w najbardziej nierealną historię :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jako ten zły autor, który czasem lubi się bawić z Wami w kotka i myszkę, powiem, że cieszy mnie takie podejście do tego otwartego zakończenia, bo właśnie miało dać czytelnikom małego pstryczka w nos :P choć w sumie zakończeń nie ma wielu możliwych. Tak naprawdę są dwa. Bo jako ten dobry autor, który lubi odpowiadać na niepewności czytelników, mogę powiedzieć - tak, to dziecko Andiego i tak żyli ze sobą długo i szczęśliwie :D
      Dziękuję ślicznie za komentarz i że czytałaś tych wariatów, których ja sama miałam często dość.

      Usuń
  2. Vilmuś serio? Tak z bahorkiem Wellim zrobić sobie drugiego bahorka? :D Nie no dobra do samego końca byłam za Marinusem i przez twoją ostatnią obsesyjną akcję z szukaniem pana M. po Wiśle myślałam, że mimo wszystko weźmiesz jego. A tu bum! Jak zwykle nie miałam racji ;_;
    weny! i czekam na tego Wanka :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wahałam się długo między Marinusem i Andim, bo Mari pasował tam w taki niby romantyczny sposób. Taki cukierkowy happy end. Jednak Andi pozwalał na ten przewrotny i wcale nie tak jednoznaczny epilog. Biorąc pod uwagę,że lubię niekonwencjonalne zakończenia, zdecydowałam się na Andiego i małe bum :P
      Mogę po cichutku zdradzić, że chyba jako jedyna byłaś właśnie bliska tej mojej wizji zakończenia... A nie, Mouse też była :P
      Dziękuję za obecność tutaj i wsparcie przy pisaniu :*

      Usuń
  3. Ja w ogóle to przepraszam, zaniedbałam to cudo i nasze Niemaszki w sposób niewybaczalny. No bo szkoła to żadne wytłumaczenie, żeby o skakajców nie dbać:D Ale dobra, sezon idzie to trzeba się poprawić. A potem święta...;) Ok, koniec baźgrołów nie na temat.
    Ja kocham te twoje końcówki, wiesz? Kocham je, bo nigdy nie mam nawet najmniejszych szans, żeby przewidzieć najmniejszą cząstkę- a mimo wszystko w kółko chcę próbować.
    Hmm... Czyli Anduś ojcem zostanie - a ja niedobra kobieta, tak wątpiłam tutaj w jego męskie zdolności. Ale co tam, kto powiedział, że dzieci nie mają prawo mieć dzieci, szczególnie te już duże. A skoczkowie nie dorastają. I właściwie mimo, że ta istotka mała pojawiła się kwestią zupełnego przypadku, zupełnie po za drogim, tajemnym trójkątem ( choć może nie do końca, bo skądś się ten samobójczy pomysł na mieszkanie z Andim wziąć musiał), to chyba Vil się trafiło paradoksalnie najlepiej. Bo choć ja też, tak samo jak dziewczyny- szczególnie po Wiśle- na Marinusa stawiałam. Ale on był chyba dla niej za delikatny, zbyt romantyczny i czuły. Bo to jednak twarda baba, z charakterkiem, którego bardzo, bardzo zazdroszczę. Z kolei Sevcio- co wydaje się absurdem, ponieważ to Sevcio- zdawał mi się u jej boku bardzo, bardzo poważny, posiadający zbyt małą porcję szaleństwa. Więc całe szczęście, że w końcu kosa trafiła na kamień. Co tam to siedem lat, to chyba malutko w takich przypadkach;) Więc już sobie dopisuje to długo i na zawsze, puls że na jednym się nie skończyło. No.
    I jeszcze dodam, że kocham wizerunek Rysia Perfekcyjnego, rzadko coś aż tak ściska serducho. No, wyjąć go tylko z tego bloga i skopiować dla wszystkich samotnych. A że czasem nie zamknie okien i zakłóci życie mieszkańców Cypru;)? No proszę, aby wszyscy faceci mieli tylko tego typu wady.
    Buziaki, dużo weny i czekam na Wanka (poproszę najbardziej wankowatego, jakiego da się stworzyć;) ).
    I dzięki za ten cały uśmiech.

    OdpowiedzUsuń
  4. Strasznie przepraszam Andusia, że dopiero teraz jestem, ale wszystko było przeciw mnie, gdy zaczynałam pisać tu komentarz. Może to rzeczywiście ta mała żmija za tym stoi, bo boi się o swoją reputację, którą zamierzam mu zniszczyć, pozbawić go resztek ( :D ) męskości.
    Będzie mi brakować tego opowiadanka, mimo, że było zupełnie inne, od Twoich dotychczasowych. Ale inne, nie znaczy, że gorsze! Było idealne na wieczory pod kocem i nudne wykłady, gdy musiałam się pilnować, żeby nie wybuchnąć dzikim chichotem. Genialnie wplatałaś nasze rozmowy, pokręcone pomysły i cały blogowy światek do treści, a i Anduś stał się tu niemal moim ulubieńcem ( zaraz po Seviku, Vilmie, Ryśku, Basi), także można powiedzieć, że go polubiłam. Ale tylko tutaj, tylko u Ciebie. Wszędzie indziej Anduś sio!
    Tak się zastanawiałam po poprzednim odcinku, co się tu wydarzy. I wrażeń nie zabrakło. No bo Ryś taki kochany i zostawił Basię na Cyprze, żeby sobie wieczór panieński urządziła. Czyż on nie jest ideałem? Choć, to prawda, bóg miłości na Malezji mógł stanowić pewną pokusę, ale choćby nawet, to jeszcze przed ślubem było, więc co tam. Później Basia już tylko rysiowa. A siostra Wellingera to tak samo durna jak i jej brat, krew z krwi normalnie. :D
    Przy tej scenie z toalety, to prawie leżałam pod biurkiem ze śmiechu. Ale to rzeczywiście prawda. Większość ważnych rozmów podczas imprez właśnie tam się odbywa :D I dziewczyny były takie fajowe. Poza tym jak Baśka mogła sie zgodzić na długą suknię? W życiu, w życiu! Impreza w Blogspocie mogłaby być fajna, ale w sumie chyba dobrze romantyczny zmysł Rysia podpowiedział. Cypr- tu wszystko sie zaczęło.
    No i Vilma, a przy okazji moje teorie. Pierwsza jest chyba najmniej prawdopodobna: Vilma wcale nie jest w ciąży. No bo jakoś nie chce mi się wierzyć w męskość Andusia. Ale nie raczyła by się sokiem i nie byłaby tego taka pewna. No i ten test ciążowy znaleziony przez Wanka. Więc odrzucam tę teorię.
    Teoria druga: Vilma jest w ciąży, ale to nie jest dziecko Andiego. Bo ja W OGÓLE NIE WIERZĘ, że to może być jego dziecko. Nie i koniec. Choćbym miała na to tysiąc dowodów to i tak nie uwierzę. Ale wracając do teorii. Jeżeli ją przyjmiemy, to wynika z niej klika możliwości:
    a) ojcem jest bóg miłości z Malezji, czyli blond włosy nurek :D Ale to by mi się trochę nie zgadzało. Bo jakim cudem ten test ciążowy znalazłby się w mieszkaniu w Niemczech? No i ( zakładając, że to było dość niedługo przed ślubem) raczej tak szybko by się nie zorientowała. Więc tę opcję, co prawda kuszącą, muszę odrzucić.
    b) Ojcem jest Severin. Co prawda nie wiele wiadomo nam, jak ten ich wspólny związek wyglądał po powrocie do Niemiec ( wiadomo tyle, że się Sevik pieklił o to, że Vilma zamieszkała z Wellisiem), ale chyba mogę sobie tak założyć, prawda? Ale z drugiej strony Sevi to dżentelmen, więc może on uznaje te rzeczy tylko po ślubie? To mogłoby zburzyć tę teorię.
    c) Ojcem jest Marinus. No bo tak. Marinus od początku był w trójkącie, no i...cóż... w Twoim umyśle, zwłaszcza po Wiśle. Dlatego nie chce mi się wierzyć, żebyś wymieniła go na Andiego. Nie i koniec. Ja wierzę w ludzi. W dodatku któraś z dziewczyn wspomina o zabawach z panem policjantem, więc wychodzi na to, że może jeszcze się spotykali po tych wakacjach. Coś w tym musi być, no musi. Zbyt oczywiste jak na takie otwarte zakończenie byłoby ojcostwo Andiego, zbyt oczywiste.
    Więc czekam teraz na jakąś małą podpowiedź! :D
    Dziwnie mi się żegnać z tą historyjką, bo przypomina mi wakacje, Wisłę i wszystkie przyjemne chwilę, więc z pewnością kiedyś jeszcze do niej wrócę, pewnie jak złapię doła. Pośmieję się z dzidziusia Wellisia i znów będzie dobrze.
    Ściskam i pozdrawiam! :*
    Aaaaaaaa! I czekam niecierpliwie na Wanka!

    OdpowiedzUsuń