czwartek, 2 października 2014

6. Niedobrze mi...

Dla Mouse, z wiadomych powodów :-P


dzień szósty
ONA
Jeśli kiedykolwiek przyjedzie mi do głowy tak durny pomysł, jak 'a może by tak zostać mamusią', błagam, przypomnijcie mi ten dzień!
Ciężko orzec, kiedy tak naprawdę zaczęła się ta katastrofa, kiedy doszczętnie straciłam panowanie nad tym małym, przebrzydłym diabłem wcielonym z blond włoskami, buźką cherubinka i boską klatą.
Pierwszy spory błąd popełniłam już chyba minionego wieczora, rezygnując z mojej standardowej piżamy ze Snoopim na rzecz czerwonej, koronkowej haleczki, która nieco mniej drażniła swędzącą jeszcze skórę. Z niezawodną kreskówką przy boku chyba lepiej zniosłabym tę kompromitację.
Drugi wielbłąd przydarzył mi się wraz z nadejściem porannych promyczków, ochoczo zwiastujących kolejny słoneczny dzień na wyspie. Trzeba było spać przynajmniej do końca wakacji.
Mruknęłam, sapnęłam, pomyślałam, że tuzinem przeróżnych opakowań lodów w zamrażalce zażegnam przynajmniej jeden kryzys, po czym delikatnie rozchyliłam powieki...
Dwie duże, wyłupiaste kulki w odcieniu idealnej czerni wgapiają się prosto we mnie. Mamusiu kochana! Mrugam nerwowo, mając nadzieję, że to jedynie koszmarny sen, że ten potwór lada moment zniknie z mojej poduszki, ale nie! On nadal tam siedzi. W dodatku jest włochaty i ma osiem puchatych odnóży. Jedno dziwnie przechylone w moją stronę. Zamieram w bezruchu, choć o wiele rozsądniej byłoby zwiać, gdzie pieprz rośnie. Chyba zapominam oddychać. A toto siedzi dalej i gapi się na mnie. No po prostu się gapi. Dobrze, że nie pełznie, bo chyba bym padła na zawał.
Dusze się, nabieram więc haustem powietrza, ruszając się przy tym nieznacznie. Rusza się moja głowa, rusza się i włochacz!
- Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa! Andi ratuj! Andiiiiiiiiiiii, aaaaaaaaaaa aaaaaaaaaaaaaaa! Potwór!!! Aaaaaaaaaaa aaaaaaaaaaaaaa – nie ma bata, usłyszeli mnie nawet w Polsce.
Wyskakuję z łóżka niczym oparzona – albo ugryziona przez tarantulę – i zwijam się w kłębek w kącie, praktycznie nie przestając się drzeć. Wciąż nie potrafię oderwać wzroku od tego czegoś na moim łóżku. Poruszy się? Podlezie tutaj na tych swoich straszliwych, długaśnych i futrzastych nogach, żeby mnie ukąsić?
Europejskie pająki ponoć nie są śmiertelne.
- Andiiiiiiiiiiiiiiiiiiii!
- Jest szósta rano, nie drzyj się, głupia. - Gdybym nie była taka przerażona, to bym się obraziła za tą głupią. Gdybym nie była tak przerażona, od razu zauważyłabym ten jego bezczelny, triumfalny smirk pod nosem. Gdybym nie była tak przerażona, to bym zobaczyła, że znów paraduje w samych bokserkach, ma uroczo potarganą czuprynę i słodko zaspane oczęta.
- Andi, potwór! - skomlę, wskazując palcem na puchatego olbrzyma na poduszce. - Zabij go... - Gdybym nie była tak przerażona, zorientowałabym się, że żaden europejski, a może nawet i tropikalny pająk nie może być taki wielki.
Dopiero po chwili dociera do mnie, co się dzieje. Tak, teraz już doskonale widzę ten złośliwy, pobłażliwy uśmieszek, a jednak znów przestaję oddychać, kiedy jedno patyczakowate odnóże dotyka mojego policzka.
Wystraszyłam się pluszaka!
- Proszę bardzo, księżniczko. - Rzuca kpiąco, tak po prostu pochylając się nade mną i składając buziaka w miejscu, które przed chwilą miziała noga zabawki. Nie wiem co gorsze! Chyba tarantula. Nawet prawdziwa! - Ładna piżamka! - dodaje po chwili, stojąc już przy drzwiach, po czym puszcza mi oczko i wychodzi.
Jestem bardziej czerwona niż moje włosy i koronka.
Nie kładę się już spać. Za dużo wrażeń, jak na jeden poranek. Kąpię się, uprzednio dziesięć razy oglądając wannę, czy nie czai się w niej jakaś kolejna, jakże zabawna niespodzianka, po czym idę na plażę na spacer. Po powrocie zastaję idiotę w kuchni, który serwuje mi śniadanie, z prześmiewczym grymasem oznajmiając, że to potrawka z upolowanego rano ptasznika. Haha, uśmiałam się, serio! Wbrew pozorom jajecznica i owocowy koktajl są naprawdę wyborne. Może już się zemścił? Może da mi wreszcie spokój?
Za kilka godzin okaże się, że nic z tego. Marzenia ściętej głowy.


Dochodzi druga popołudniu, kiedy z westchnieniem odwracam ostatnią stronę kolejnej skandynawskiej mistrzyni papierowych zabójstw. Szkoda tylko, że wszystkie te zbrodnie prędzej, czy później zostają ukarane. Czyli nie ma szans na to, że będę mogła dalej wygrzewać tyłek na cypryjskiej plaży, kiedy zamorduję tego bałwana? Ok, gdyby był bałwanem, to już dawno by się roztopił.
Serio staram się nie zwracać na niego uwagi, szczególnie że doskonale wiem, iż burak robi to z najczystszą premedytacją. Później będzie jęczał gorzej niż ja trzy dni temu. Tyle że ja byłam przekonana, że jestem posmarowana, on celowo się nie smaruje i siedzi w tym basenie już chyba z drugą godzinę.
Niech się spiecze, a co mi tam!
Kurczę, płacą mi za opiekę nad tym półgłówkiem
- Andreas wyłaź, albo chociaż ubierz coś na ten swój ograniczony łeb – burczę, podnosząc się niechętnie z leżaka. Nie zwraca na mnie uwagi, ani ciut ciut. No proszę, jestem niewidzialna. – Wellinger, do diabła! – Zerka na mnie znad zsuniętych lekko okularów i cieszy się jak wielkie dziecko
- Jeszcze pięć minut, mamusiu. – Co za bezczelny gówniarz! Jakbym miała wydać na świat takiego olbrzyma, to raczej nie przeżyłabym porodu.
Odbija się tymi swoimi długaśnymi, chuderlawymi niemal jak u tego pluszowego pająka (tylko mniej owłosionymi) nogami i po prostu odpływa. No normalnie, gdybym mogła, to kopnęłabym go w ten zgrabny zadek.
Rozsiadam się więc wygodnie na skraju basenu i czekam. Pływa, taplając wielkimi łapami wszystko i wszystkich. To znaczy wodą, ale przez machanie kończynami. Mam wrażenie, że jest równie wysoki co durny.
- Andi, proszę, nie wygłupiaj się. Wyjdź. Dostaniesz udaru i się poparzysz. Chcesz się czuć i wyglądać jak ja?
- Nigdy w życiu. - Osz ty, padalcu!
Kolejny mój klapek ląduje na jego głowie, a on stwierdza, że najwyraźniej taka zniewaga krwi wymaga, bo chwilę później moja noga znajduje się w zakleszczu jego dłoni, a cała ja w wodzie. Właściwie to pod wodą. Baseny są fajne, ale nie do góry nogami. Kopię, szarpię, biję, a przy okazji wypijam chyba z połowę tego cudownego, chlorowanego płynu. W sumie lepiej niż w morzu, przynajmniej się nie zasolę. Ostatni raz próbuję się wyrwać. Silna bestia. Nabieram więc w płuca jak najwięcej powietrza i przestaję oddychać. Z początku nic się nie dzieje, ale kiedy wynurzam się na powierzchnię z szeroko otwartymi, wyłupiastymi oczami i nieruchomym ciałem, pana dowcipnisia skręca ze strachu.
- Cholera, Vilma, cholera. Vilma, proszę, oddychaj! - Puszcza mnie gamoń i pochyla, aby wziąć na ręce i wynieść na ląd. W tym samym momencie na jego nosie ląduje jednak wydobywająca się z moich ust fontanna.
- Masz za swoje, żartownisiu- prycham. Jest wściekły. Bardzo wściekły. - A teraz wyłazimy, bo nie mam ochoty przez kilka kolejnych dni cię smarować maściami na poparzenia. - Chwytam go za rękę, a on... - Ała!!!
Ugryzł mnie, dacie wiarę? Najnormalniej w świcie mnie ugryzł. Po prostu wziął te swoje białe ząbki, stworzone wprost do szczerzenia przed kamerami i mdlejącymi na ten uśmiech nieletnimi, i zatopił je w moim ramieniu.
Kanibal, kurde, czy jaki wampir z rozregulowanym celownikiem?
***

dzień wyjazdu
ON
Nie wierzę, no nie wierzę, że po tym wszystkim ty wciąż jesteś z Severinem.
- Idiota, idiota, idiota... Palant! - No dobra, może chciałbyś o tym pogadać, co? Może znajdzie się ktoś litościwy, który zechce tego wysłuchać? - Kretyn! - Kopnięty w przypływie złości kamyk toczy się przez moment, aż w końcu ląduje w klapku Pierwszego Wielkiego, który omal się przez to nie wywala. Ojej. Nie jestem w stanie ukryć złośliwego uśmieszku, który mimochodem wykwita na moich ustach. Richardo odwraca się w naszym kierunku i rzuca tylko krótkie 'to bolało, Andi'. Och, mam się przejąć? Mnie tam boli widok jego i tej żyrafy, co to ze dwie głowy go przewyższa. Nie twierdzę, że coś nie tak z jej wzrostem. O nie! Wręcz idealny... i te nogi do nieba... ale dla takiego Wanka, albo dla mnie. Wiesz, Vil, przysięgam już nigdy nie mówić nic złego na twój wzrost. Krasnale są słodkie. - Kretyn! - Freitag wygląda, jakby nie wiedział, czy skrócić kogoś o głowę, czy tylko się obrazić. - To nie o tobie, Richi. Ja jestem debilem. - O proszę nawet żyrafa się zaciekawiła. Zerkam na ciebie. Idziesz sporo przed nami, wtulona w ramię uradowanego Freunda, ale jakaś taka smutna. Cholera jasna! Wracam uwagą na kumpli. - Bałem się, że wybierze Severina i w sumie, matoł, sam ją zmusiłem, aby wybrała jego! Bałwan! Bałwan! Bałwan! W dodatku wyszedłem na skończonego dupka, który najpierw ją przeleciał, a chwilę później powiedział sajonara - omal nie wpadam pod samochód z tego wszystkiego.
A ty tak po prostu jesteś sobie dalej z Severinem?
No ale jak ktoś jest dureń, to ma teraz za swoje. Trzeba było trzymać i nie puszczać, a nie głupoty pleść. Ale my w pleceniu głupot to chyba Miszczami Olimpijskimi jesteśmy!
- Piąteczka, bracie! - wyrywa się Ryśkowi. No właśnie o tym mówię. Ej, Vil, ty znasz polski, nie? Wiesz może, co oznacza słowo szumowina? Brzmiało trochę na obelgę. Na szczęście nasz naczelny uwodziciel prawie z gracją wybrnął z własnej głupoty. - Nie to, żebym ja coś z Vilmą. Broń cię panie. – Bo go z łóżka z krzykiem wywaliłaś, wyzywając od kanalii. Czy szumowina i kanalia znaczy mniej więcej to samo? - Mnie interesują tylko blondynki.
- Serio, Richi? Czyli zupełnie, ale to zupełne nie obchodzi cię, że pewna przepiękna, rudowłosa istota, z którą planowałeś brać ślub stoi po drugiej stronie ulicy? W dodatku z małym dzieckiem - wtrąca się nagle Wanki.
Oj chyba jednak obchodzi, i to bardzo, bo nam się biedak aż zapowietrza. W dodatku z wrażenia chyba nawet nie zanotował, że ten dzieciat to tak ze trzy, cztery lata już ma. W każdym razie to, co dzieje się przez kolejnych kilka minut zdecydowanie mnie przerasta - a jak wiadomo, do najmniejszych nie należę - i gdybym nie spędził z tymi baranami ostatniego roku, pomyślałbym, że to grupka pacjentów z najcięższymi przypadkami, którzy nawiali z pobliskiego psychiatryka.
Andi starszy, próbując zwrócić na siebie uwagę pięknego rudzielca, zaczyna machać. Ewentualnie zebrało mu się na południowe ćwiczenia, bo jego ruchy znacznie bardziej przypominają robienie pajacyków. W dodatku od tego sportu to aż mu się koszulka do góry zadziera. Miedzianowłosa co prawda go nie widzi, ale za to jakieś trzy dystyngowane, starsze Angielki z oddaniem kontemplują sobie teraz wankowy kaloryfer. Co tam, to i tak dopiero początek.
- Mam syna! - Nawet Wanki przestaje się gimnastykować. Głos Freitaga przepełniony jest takim przejęciem, dumą i wzruszeniem, że gdyby nie fakt, iż zrobił właśnie z siebie ostatniego półgłowka, który albo nieszczególnie uważał na zajęciach z biologii, albo ma poważne kłopoty z matematyką, nawet ja musiałbym przyznać, że było to najbardziej rozbrajające i słodkie wyznanie na świecie. No chyba, że... W końcu to Pierwszy Wielki, kto go tam wie, co zmajstrwał te cztery lata wstecz. - Mam syna i najpiękniejszą przyszłą żonę na świecie. - Ups, to chyba za dużo dla coniektórych.
Żyrafa zaczyna wrzeszczeć. Jak się okazuje, szumowina i kanalia to raczej coś podobnego. Podobnie jak: burak, palant oraz dupek. I raczej nie są to pieszczotliwe zdrobnienia. To ostatnie to nawet słyszałem ostatniej zimy w Zakopanem. Jakaś niezwykle miła, polska nastolatka poprosiła mnie o autograf, a ja jej powiedziałem, że niezmiernie mi przykro i bardzo bym chciał, ale niestety strasznie się śpieszę i może później - no a przynajmniej coś w tym guście - a ona zamrugała tymi swoimi, ważącymi chyba z tonę rzęsami i wbijając mocno w śnieg obcasy, które nie chciałbym, aby wbiła we mnie, nazwała mnie dupkiem. Ha! Teraz dupkiem jest Richard. No i o ile wyzwiska blond ślicznotki przyjmuję z cichą satysfakcją, o tyle dużych, krokodylich łez w jej ślicznych oczętach już nie. Biorę zamach i chwilę później mój szanowny kolega - odwieczny wzór i mistrz podrywu - leży już na ziemi, trzymając się za krwawiący nos.
- Ali, stój! - Chcę biec za galopującą w stronę hotelu żyrafą, ale zatrzymuje mnie twój głośny pisk. Patrzysz uradowana na ryśkową rudą, yyyyy... niezły masz zapłon, i zachowujesz się gorzej niż Wank. Z jeszcze większym zdziwieniem odkrywam, że ona robi to samo. W końcu padacie sobie w ramiona, gdzieś na środku ulicy i robicie rumor jak ze trzy Wanki. Szaleństwo.
- Chłopcy, to jest Basia. Basiu, to są chłopcy - przedstawiasz nam ją w końcu. Jakbyśmy niby jej nie znali. Gwarantuje ci, że Freitag zna ją znacznie dogłębniej lepiej niż ty.
- Cześć chłopcy... Cześć Severin. - Nie dość, że śliczna, to jeszcze spryciula. Wbija maślane oczęta we Freunda, a jednak widzę, jak przelotnie acz uważnie zerka na Ryśka. Skupiam więc uwagę na tobie, doszukując się jakichkolwiek oznak zazdrości. W końcu znacznie ładniejsza dziewczyna udaje zainteresowanie twoim facetem, a ten bardzo nieudolnie zgrywa, że go to wcale a wcale nie cieszy. Ale ty stoisz troszeczkę dalej, uparcie uciekając dłonią od próbującej złapać cię ręki i oczami od błagającego o wybaczenie spojrzenia. Jednyną osobą, którą naprawdę skręca teraz z zazdrości jest Richard Freitag.
- Ej, a skąd wy się tak w ogóle znacie? - Pyta nasz naczelny cassanova, próbując jakkolwiek zwrócić na siebie uwagę dziewczyny. Poderwij ją na złamany nos, kanalio. Rudolf czerwononosy.
- Z Blogspota - rzucasz, jakby to była najoczywistrza oczywistość, a kiedy odpowiada ci pięć zdezorientowanych spojrzeń, dodajesz: - No błagam was, przecież to najlepsza knajpa w Hiza. Jakie tam się historie rozgrywały, to nawet te polskie Sofy i Morskie Oka mogą się schować. A jak jeszcze Axu tam bywał... - Prawdę mówiąc, nie mam bladego pojęcia, kto to Axu, ale wam obu oczy tak lśnią od samego wymówienia tego imienia, że musiał być naprawdę gość. Może nawet lepszy od Pierwszego Wielkiego! Nie ma zmiłuj, muszę odwiedzić tego Blogosopota.
- Bacia... Bacia, loda. - Podbiega nagle do nas mały brzdąc i, ciągnąc rudzielca za spódnice, woła na całe gardło.
Nie wiem, czy mam się śmiać na widok uwielbienia i oddania, które zapala się nagle w oczach Richarda - rozumiem, że żaden przyjaciel go nie oświeci, iż to raczej nie jego syn? - czy rozpłakać na widok twojej wymownej minki. Nie dasz mi o tym zbyt szybko zapomnieć, co nie? Właściwie to sam chyba nie zapomnę, bo wciąż na sam napis 'Gelateria' wnętrzności podchodzą mi do gardła.
Szóstego dnia naszych wakacji nauczyłem się dwóch niezwykle ważnych rzeczy. Nawet lekkie, zabawowe ugryzienie kończy się wizytą u lekarza.
Zeżarcie dwunastu opakowań lodów również!
###


W którymś momencie wojna chyba faktycznie zaczęła wymykać nam się z rąk i robić nieco niebezpieczna. Ty wylądowałaś u hotelowej pielęgniarki, a ja postanowiłem troszeczkę cię udobruchać.
Zrobię ci obiad!
Otworzyłem lodówkę - nic ciekawego. Otworzyłem zamrażalnik i aż mi oczy zalśniły.
Spryciara! Myślisz, że pokonasz mnie stosem lodów? No to się przekonamy, księżniczko!
Pierwsze dwa kubełki były całkiem smaczne i na szczęście dość niewielkie. Wtrąbiłem je więc z przyjemnością. Czekolada i wanilia - mniam! Kolejne dwa okazały się nielada wyzwaniem. Gdzieś pod koniec jabłkowego sorbetu doszedłem do wniosku, że chyba przez rok nie tknę już ani odrobinki tych roztapiających się słodkości. Przy piątym i szóstym walczyłem z pokusą spuszczenia całej reszty w sedesie. W rezultacie mleczno-kawowe pudełeczko numer siedem i jakieś ciemne numer osiem posłużyły głownie za narzędzie upstrzenia stołu, krzeseł, podłogi i samego siebie. Chyba się przykleiłem do kafelków tymi ulepkami. Adwokatowych, malagi i tiramisu po prostu nie byłem już w stanie w siebie wmusić. Wylądowały w toalecie, ale wylizałem pudełka, więc moje śliczne blond włoski były w maladze i czymś o zapachu alkoholowych jajek. Fuj.... chyba zrobiłem się zielony na twarzy, ale wygrałem! Usiadłem na doszczętnie upaćkanej ziemi w kuchni, otworzyłem dwunaste pudełko - straciatella - i ze łzami w oczach wpakowałem do buzi pierwszą łyżkę. Zjadłem gdzieś z połowę, kiedy wreszcie wróciłaś do domku.
- Jeżeli nie najadłeś się moją ręką, to za pięć minut idziemy na obiad - krzykęłaś, wchodząc do salonu, po czym ruszyłaś do aneksu kuchennego i zamarłaś.
Próbowałem się uśmiechnąć do ciebie złośliwie, ale brzuch tak mnie rozbolał, że jedynie zgiąłem się w pół i jęknąłem.
- Niedobrze mi...
Lodowa mieszanka prosto z mojego brzucha wylądowała na twoich fioletowych klapkach.
**********

Tylko mi nie mówcie, że się nie wygadałam odnośnie trójkącika :)
Piszę z telefonu, więc za różne dziwne rzeczy z góry przepraszam i za to, że moje blogowe nadrabianie tak powli idzie. Ale idzie :D
Natomiast jakby ktoś chciał udomawiać ze mną pchlarza Kota, a nie wiedział jeszcze, to rozbrykane bliźniaki Stoch zapraszają: http://diablonocka.blogspot.com

6 komentarzy:

  1. aaaaa Rys i Basia! Musiałam wyrazić moja radość a coś sensownego napisze po powrocie z uczelni :D
    ale Ryś. ryś i basia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wreszcie dorwałam trochę więcej czasu, żeby poświęcić go kochanym Niemaszkom. Niemaszkom, którzy zatrważająco mocno porwali moje serducho, zwłaszcza swoimi wzajemnymi docinkami. Nawet dzidzia Welli jest tu tak rozbrajający, że mogę o nim czytać i czytać, nawet za wiele nie mamrocząc pod nosem, że jest taki głupi :D
      Andi rautjący-niewiasty-przed-pająkami Wellinger trochę rozruszał moją wyobraźnię. Obstawiałam bowiem, że jak zobaczy potwora, to sam zacznie krzyczeć, chować się za Vilmą i takie tam. Tyle, że to był jego cwany pomysł, wyhodowany w tym małoletnim umyśle. Szkoda tylko, że Vilma mu tego pająka nie wsadziła między te białe ząbki, a potem udusiła. Zabawa byłaby przednia :D No, ale skoro sam nazwał ją księżniczką, to on jest...hmmm...niby, że księciem? Czy złowieszczą czarownicą, czyhającą na potknięcie pięknej panny? Ewentualnie ropuchą, tylko niech się Vilmie nie zachce zamieniać go pocałunkiem :P
      No i, hej, przecież naczelnym wampirkiem Niemców jest Severin! To on ma kły, bladą cerę, złowieszczy uśmiech! Welli może być co najwyżej kąsającą jaszczurką. Poza tym ta akcja w basenie była genialna :D Taki typowy dzieciak, walczący z mamusią, ale wredny przy tym i wyrachowany. Jakby go tak przypiekło na plecach, to potem by zdychał i prosił o pomoc. Choć może o to mu chodziło? Smarowanie pleców i te sprawy... W każdym razie przebiegła ta mała żmijka jest niesamowicie!
      Ale akcja z lodami, choć miała wyjść na jego korzyść, obróciła się przeciw niemu i w sumie jakoś tak mi się go żal zrobiło. Przedawkowanie lodów nie może być przyjemne i teraz będzie zgrywał chorego, wymagającego opieki :D
      No i ok. Teraz chyba jestem już pewna, że uzupełnieniem trójkąta jest Marinus. Wywnioskowalam to sobie tak:
      ten, który prowadzi narrację, nie jest tym, który mówi, że jest kretynem itd. Stwierdza za to, że : "a jak wiadomo, do najmniejszych nie należę", więc narratorem jest Wellinga. A zrozpaczonym towarzyszem Marinus i nie widzę innej opcji, chyba, że wczorajsza pizza mi sie na rozum rzuciła. Ale nie, żołądek mam odporny, wiec coś w tym musi być.
      No i z jednej strony się cieszę, bo w końcu Sevi jakby nie było jest na wygranej pozycji o miłość Vilmy, ale z drugiej znając Twoje poprzednie bohaterki, to wątpię w to, że Vilma nie zaszaleje, a podda sie rozsądkowi i wybierze Sevcia. Choć bardzo bym tego chciała, bo wiadomo Sev amant i te sprawy :D
      No i scena z Rysiem! Moja ukoooochana, najwspanialsza Aiu, jakie to było piękne! Miód na moje serce.
      Po pierwsze Ryś, wiadomo ideał z założenia, okazał się taki odpowiedzialny. Gotowy przysposobić sobie nieswoje dziecko :D ( Może być też słaby z matmy i nie wiedzieć, kiedy tak na prawdę z rudą Basią spał, ale to NA PEWNO nie prawda!)
      Znajomość z Blogspota. Umarłam po prostu! I jeszcze Axu!
      "
      A jak jeszcze Axu tam bywał... - Prawdę mówiąc, nie mam bladego pojęcia, kto to Axu, ale wam obu oczy tak lśnią od samego wymówienia tego imienia, że musiał być naprawdę gość. Może nawet lepszy od Pierwszego Wielkiego! Nie ma zmiłuj, muszę odwiedzić tego Blogosopota." Kocham ten fragment. No i jak Welli możesz nie znać Axu? No jak?! :D I ta radośc Ryśka na widok dziecka! Padłam po prostu. To wszystko było tak idealnie wkomponowane, po prostu mini charakterystyka naszego światka- Axu i Blogspot :D
      Dlatego chcę już wiedzieć, co będzie dalej z Basią i Rysiem ( może jakis ślub na Wiślańskim rynku, co? :D ), a przede wszystkim, czy moje wnioski co do trójkąta są trafne, no i kto będzie zwycięzcą w walce o rękę Vilmy :D Chyba, że wykiwa ich i wybierze Wanka, albo Schustera.
      Czekam niecierpliwie!

      Usuń
  2. Jestem wreszcie i ja, bo czytam od samego początku przygody tej pokręconej bandy i aż wstyd, że się nie odezwałam jeszcze. Czy odezwałam, tylko tego nie pamiętam, bo mam sklerozę jak stąd do Nagoi? Mniejsza o to, biorę się za Andusia i Vilmę.
    Bardzo miło było wraz z nimi rozpocząć dzisiejszy dzień. Budzę się rano, robię codzienny poranny przegląd, a tutaj nowość! Od razu weselej! I muszę to powiedzieć już na wstępie, żeby wyraźnie to zaznaczyć: lubię tutaj Andiego. Poważnie. Jak normalnie zabiłabym go, a i w większości opowiadań reaguję na niego odruchem wymiotnym, tak tutaj go lubię, a nawet bardzo! Ty lepiej módl się, żeby to nie przełożyło się na rzeczywistość, bo Ci chyba krzywdę za to zrobię. Tak więc okej, lubię Andusia, przemilczmy to.
    A no, zabiłabym gówniarza za tego pająka. Ja bym z miejsca padła i chyba już się nie podniosła, bo dostałabym zawału serca. Osobiście uważam, że za takie paskudztwo powinno się go na łyso ogolić. Ale właściwie rewanż i tak był niezły. A co, niech się przejmuję swoją głupotą!
    Ogólnie utęskniony ON to całkiem fajniutki ON. Chyba lubię, jak facetów cierpiących na to, że są tymi drugimi. Zdecydowanie bardziej kupuję ich niż takie babki. Poważnie. Ale cóż... Ogólnie to padłam z Rysia i Basi, ale wyrażenie dotyczących tego pozostawię Mouse, bo ona chyba padła ze szczęścia. :D Okej, to ogólnie była seria mojego wybuchania śmiechem do kilka chwil. Bo Rysiek i jego "Mam syna!", bo Basia, bo Blogspot. XD Nawet teraz, gdy czytam to po raz drugi to popłakałam się ze śmiechu. Wygrałaś i poprawiłaś mój humor. :D
    A potem były już tylko lody... I nabrałam ogromną ochotę na straciatellę. Muszę dopisać do mojej studenckiej listy zakupów. Anyway, podziwiam andusiowy spust i życzę powodzenia w sprawach nie tylko sercowych, ale i żołądkowych.
    Ubaw mam niezły czytając ich przygody i chwała Ci za to, co tu wyprawiasz, bo zdecydowanie potrzeba było takiego krzywego zwierciadła. Mój krzywy mózg jest Ci bardzo wdzięczny i całuje CIę po rączkach za te niemieckie wspaniałości. Lubię dobrze się pośmiać czytając opowiadania, a tutaj mam full pakiet na śmiech. Dzięki Ci wielkie za to opowiadanie, życzę Ci mnóstwo weny i cierpliwości do Niemiaszków i mocno Cię ściskam. Buziaki! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie, Aiu nie wygadałaś się, a co najwyżej pewnie jeszcze bardziej pomieszałaś ludziom w głowach tak, jak tylko ty potrafisz :D Bo ja już sama myślałam, że jestem w końcu pewna tego trójkącika i chyba jednak mam racje, ale mimo wszystko wciąż tak kręcisz, że ja momentami mam mętlik w głowie czy to na pewno Ruda, Marinus i Welli, bo mnie się tam jeszcze Sev kręci, a nie daj borze jeszcze Wanka gdzieś wkręcę XD Bo Rysiu na 100% odpada, nie? No, bo w końcu ma Basie.
    weny :*

    OdpowiedzUsuń
  4. Uprzejmie informuje , że zapoznałam się z informacją na górze i mam ukończone 18 lat.
    Kochana , tak ' innego' dzieła to ja jeszcze nie miałam okazji czytać w swojej blogowej karierze.
    Przez pojęcie ' inny' śmiem rozumieć : niepowtarzalność , wyjątkowość, komizm sytuacji.
    Stworzenie czegoś takiego wymaga ogromnego talentu , a Ty jak widać go masz i świetnie pożytkujesz!
    Jakby nie patrzeć zawsze uwielbiałam Wanka , więc i tutaj sytuacja się nie zmienia , ale ta pokręcona banda również jest cudowna!
    Czekam.

    http://die-glut-der-liebe.blogspot.com/
    Ann.

    OdpowiedzUsuń