wtorek, 18 listopada 2014

Epilog vol. 2. Zaręczyny

Wiecie jaki jest problem w zagadkach w epilogu?
Mogą nigdy nie wyjść na jaw.
Chyba spodziewałam się, że więcej z Was zakwestionuje męskość Andusia-dzidziusia, nie uwierzy w jego ewentualne ojcostwo i spróbuje doszukać się drugiego dna tej historii. Tak, ten otwarty epilog polegał na tym, że w tekście był ukryty ewentualny drugi tatuś Vilmowego dzidziusia.
Ponieważ tylko Mouse nie dała się zwieść, a Vilma definitywnie zagroziła mi, że jeśli zostawię ją z łatką wielbicielek małolatów, to mnie skróci o głowę, postanowiłam tak na prawdziwy koniec przedstawić Wam moją wersję zakończenia.

Z dedykacją dla Mouse – żeby odzyskała wiarę w ludzi i Vilmę – dla Soumi – to nie Finowie, a ja Sylvią Day nigdy nie będę, ale kiedyś obiecałam chociaż spróbować coś takiego skrobnąć – i dla Emmy – ze względu na Andiego.


poranek po weselu
ONA
'Powietrze pachnie takim samym nonsensem
Jak wtedy kiedy poznałem Ciebie'
[Big Day; W dzień gorącego lata]
Cisza.
Przyjemna, spokojna cisza. Tak różna od minionej nocy przepełnionej wrzaskami Severina i nieustającym śmiechem Andiego młodszego. Dzieciak chyba naprawdę nieźle się bawił, nadstawiając karku za coś, czemu zupełnie nie był winien. Nikt nie był temu winien. Nad uczuciami i pożądaniem nie sposób zapanować, niezależnie od chęci, rozumu, czy czyjejś chorej zazdrości. Tak naprawdę to Severin chyba po prostu sam się doigrał, prosząc Wanka, żeby zamieszkał ze mną i Wellim. Nie mógł bowiem przewidzieć, że to nie ten Andreas okaże się zagrożeniem.
Może powinnam mu podziękować?
A może raczej zabić?
Wchodzę do kuchni, omal nie wywijając pokazowego piruetu na rozciapanej brzoskwini. No proszę, co niektórzy chyba wymyślili najprostszy sposób pozbycia się problemu. Tylko że ja naprawdę chcę tego dziecka. Nawet jeśli oznacza to wychowywanie go razem z Wellim. Skoro udało mi się wyprowadzić tego osiemnastoletniego, rozpieszczonego bachora na ludzi, to niby nie poradzę sobie z niemowlakiem? Bułka z masłem (bądź z bananem).
Apropo bananów, to wzdycham cicho i podnoszę z ziemi żółciutką skórkę, coby sobie przypadkiem zębów nie wybić, bo dzieciątko szczerbatej mamusi to się chyba może nieco wystraszyć. Wrzucam ją właśnie do kosza, kiedy przez drzwi tarasu gramoli się nasz naczelny wielkolud oraz bałaganiarz. W dodatku najwyraźniej po bieganiu postanowił sobie jeszcze nieco popływać, bo lezie teraz geniusz przez cały salon, pozostawiając po swoich wielgachnych stopach ogromne plamy wody. Brawo! I jeszcze nie ma koszulki, no bo przecież po co mu. Lepiej sobie nieco Vilmę podrażnić. Niech jeszcze te spodenki ściągnie, cobym mogła sobie jego zgrabny tyłek pooglądać.
STOP! Jestem rozsądną, poważną i zrównoważoną istotą. Przyszłą matką.
- Czy ty kiedykolwiek nauczysz się sprzątać? - burczę, schylając się po szczątki grapefruita.
- To zależy, czy moja piękna żona mnie odpowiednio zmotywuje – szepcze mi zaczepnie do ucha, po czym bierze z lodówki napój i siada po drugiej stronie blatu. Stoję przez chwilę z rozdziawioną buzią, próbując odnaleźć gdzieś mój rozum, który chyba sobie poszedł na jakąś wcześniejszą emeryturę czy coś.
- Odpowiednio zmotywuje, powiadasz? Piękna żona? - rzucam, unosząc jedną brew sugestywnie do góry i opierając się o kamienną przeszkodę między nami. Przybliża swoją głowę tak, że mogę bez problemu policzyć jaśniejsze plamki na jego ciemnych tęczówkach. - A masz już jakąś naiwną chętną?
- A wiesz, że jest nawet taka jedna. - Zagryzam lekko dolną wargę, próbując ukryć głupkowaty uśmiech. Całkowicie przestaję się sobie dziwić, że go wtedy pocałowałam i zaciągnęłam do łóżka. W sumie w tym momencie nie myślę już o niczym innym, jak powtórzenie tamtej szalonej nocy. Może to wariat i jakoś tak totalnie nie w moim typie, ale, kurka wodna, muszę przyznać, że przystojniacha z niego niezła, w dodatku ma w sobie jakiś taki magnes. To marinusowe szaleństwo młodości i severinowe poczucie odpowiedzialności. - Wiesz, lata za mną taka jednak zakochana bidula. Lata i lata. W dodatku siostra kumpla, to chyba nie wypada tak dziewczyniny zwodzić. - Po raz kolejny aż rozdziawiam buzię, ale tym razem mój rozum pracuje całkiem nieźle. Z tym wyjątkiem, że czuję się jakby mi ktoś mocno w niego przywalił, a później jeszcze doprawił z otwartej dłoni w policzek. Odsuwam się na bezpieczną odległość i odwracam pośpiesznie, aby nie zdążył zobaczyć szklistej mgły wypełniającej moje oczy.
Z tego wellingerowego 'Ślub, dzidziuś i wiecznie nadąsany Freund na karku' zostanie mi chyba jedynie wiecznie nadąsany Freund.
- Vil, czekaj! Żartowałem przecież. Vilma, ja... - Zagradza mi drogę, kiedy przeskakuję przez połówkę pomarańczy na ziemi i próbuję uciec do swojego pokoju. Kilak słonych kropel uwalnia się z mojego oka i sunie po policzku. Nie będę przy nim płakać, nie ma mowy. Schylam się po resztki owocu i po prostu rozpłaszczam mu je na czole. Pomarańczowy sok spływa po zaskoczonej, ale dziwnie szczęśliwej twarzy i opada na podłogę. Nie, chwila, krople soku nie mogą tak brzęczeć! Spoglądam w dół. Na malutki, błyszczący przedmiot z diamentowym oczkiem.
- Jak widać, Ryśkiem-romantykiem nie będę. Rola wielkiego przygłupa wychodzi mi nieco lepiej, ale przynajmniej jak cię teraz pocałuję, to się do mnie przykleisz na stałe – zaczyna, klękając na ziemi. Jejjjj, pierwszy raz jestem wyższa od któregoś z tych wielkoludów. Co prawda bardzo niewiele, ale zawsze coś. - Jak zdążyłaś już zauważyć, taki mały bałaganiarz ze mnie – MAŁY? Sorry Wanki, ty w żadnym wypadku i pod żadnym pozorem nie jesteś mały. - lubię dużo jeść i mam szczura, który wabi się Puszek. W dodatku dość parszywy ze mnie przyjaciel, bo obiecałem kumplowi pilnować jego dziewczyny, a później sam ją poderwałem. Ale za to mam podobno niezły tyłek, jedna ślicznotka mi to kiedyś powiedziała i naprawdę chciałbym móc zaopiekować się tobą i naszym dzieckiem najlepiej, jak potrafię. Vilmo...
- Tak, wariacie! Tak! - Nie czekam, aż skończy pytanie, po prostu pozwalam mu założyć pierścionek i przyklejam się do pachnących oraz smakujących pomarańczowym sokiem ust.
Chwilę później moja koszulka ląduje na ekspresie do kawy, a ja na blacie, oplatając nogami biodra Andiego starszego i przyciskając do siebie z całej siły. Gdyby nie to, że musiałabym nieco rozluźnić ten uścisk, chyba stopami pozbawiłabym go tych spodenek.
- Myślisz, że możemy mu dorobić bliźniaka? Ała, żartowałem! Przecież wiem, że to będzie dziewczynka...
W co ja się najlepszego wpakowałam?

- Czekaj, jak to było? Myślisz sobie, że pozwolę ci się bezkarnie macać? - rzucam z szelmowskim uśmiechem, rozsiadając się wygodnie na jego udach i przemykając palcami po brzuchu, którego mięśnie tworzą idealną literkę v.
Widzę błogi uśmiech i ogień pożądania w zasnutych mgłą rozkoszy oczach. Podsuwam się więc wyżej, kosztując słodyczy jego ust, po czym powtarzam wcześniejszą zabawę, tym razem zastępując jednak palce językiem. Cichy jęk dociera do moich uszu, kiedy samym koniuszkiem zataczam kolejne kółeczko wokół jego pępka. Zachęcona tą reakcją, pozwalam swoim ustom na dalszą wędrówkę po napiętym, gorącym i wyraźnie podnieconym ciele mojego narzeczonego. Smakuję go kawałeczek po kawałeczku, raz delikatnie, niemal samymi muśnięciami, zaraz potem znacznie mocniej i odważniej, pieszcząc wargami, drażniąc językiem i złoszcząc ząbkami. Jego dłonie wplatają się w moje włosy, jakby nie do końca zdecydowane czy pozwalać na dalszą cudowną torturę, czy zmusić do ponownego podciągnięcia do góry i przekręcenia na plecy. Ja z całą pewnością nie zamierzam przestawać, choć sama zaczynam drżeć z erotycznego napięcia. Za bardzo podoba mi się jednak to, co się z nim dzieję. Jaką mam władzę, kiedy na każdy mój ruch, dotyk i pocałunek reaguje coraz mocniej, głośniej i bardziej żywiołowo. Niespełna metr dziewięćdziesiąt wulkanu pragnień wijące się pode mną w czystej rozkoszy.
Wyobrażacie sobie Severina w takiej sytuacji? Obawiam się, że biedaczek spłonąłby żywcem ze wstydu na samo brzmienie słowa miłość francuska.
Z przyjemnością słucham jego pomruków zadowolenia, przechodzących w krótkie, rwane jęki, ledwo nadążające za szybkim i płytkim oddechem, aż w końcu gardłowego krzyku. Moje imię na jego rozchylonych ustach. Moje usta w szalonym tańcu na rozpalonej, wilgotnej skórze jego podbrzusza, zostawiające po sobie kilka wyraźnych, czerwonych śladów. Dłonie pieszczą jego uda, biodra, aż w końcu przez brzuch docierają do klatki piersiowej, gdzie bez problemu mogę wyczuć, jak szybko bije mu serce. Uśmiecham się błogo i ocierając się o niego niczym mały kociak, podciągam się do góry.
- Zabijesz mnie, Villuś – wydusza z siebie nieziemsko zachrypniętym i cholernie seksownym głosem.
Zaplątane dotąd w moje włosy palce mężczyzny w końcu się wyswobadzają. Przez moment gładzą mój policzek i lekko obrzmiałe wargi, po czym przesuwają się na plecy i zjeżdżają aż na pośladki. Przyciska mnie do siebie, jednocześnie unosząc się lekko do góry i napierając na mnie. Czuję go. Tak mocno, tak bardzo i tak blisko, że jeśli zaraz nie poczuję go w sobie, to zwariujemy obydwoje.
Chwilę później ląduję na plecach, a on na mnie. Patrzę w roziskrzone oczy, których nie pozwalam mu zamknąć i na szeroki uśmiech, kiedy wreszcie stajemy się jednością. Niewiele nam już trzeba. Kilka szybkich, mocnych ruchów i spazmatyczne Andi niesie się już po całym Cyprze. Całkowicie wyczerpani, ale z wyjątkowo szczęśliwymi buźkami opadamy na łóżko i splatamy swoje ręce.
- Gdzieś ty był przez te dwa lata?
- Tuż obok, mój maluszku.
- Wiesz co? - rzucam z szerokim uśmiechem chwilę później, przekręcając się na brzuch i muskając lekko jego wciąż jeszcze czerwony oraz gorący policzek. - Zapomnieliśmy zamknąć okno.
- No i dobrze, niech dzieciaki wiedzą, kto u rządzi – szepcze do mnie, po czym wydziera się na pół wyspy: - No i kto tu jest bogiem miłości, co Freitag? Ucz się od najlepszych, cieniasie!
- Ja ci dam cieniasa, ty baranie jeden. Zaraz się przekonamy, kto tu jest najlepszy!
- Ej, Vil, w co myśmy się najlepszego wpakowały?
- Nie wiem, ale obawiam się, że zaraz nas stąd deportują!

7 komentarzy:

  1. Aaaaaaaaaaaaa. Waaaaaaaaaaaaank! Nie mam czasu nic teraz tu więcej pisać. Ale z dwojga złego to w sumie chyba każdy by wolał Andiego starszego ^^

    OdpowiedzUsuń
  2. No tak, jak co prawda zwieść sie nie dałam, teorie spiskowe przedstawiłam, ale z żadną nie trafiłam. Więc żadne to osiągnięcie. :D Chyba po prostu już pewien czas czytam Twoje cudeńka i nie wyobrażam sobie w nich normalnego zakończenia, bez jakiegoś BUM! :D Więc i teraz nie mogło być inaczej, a mi to baaardzo pasuje.
    Niby to i to Andi, ale różnica jest ogromna. Odzyskałam wiarę w ludzi ( choć co do Vilmy to nigdy jej nie straciłam!) i teraz niecierpliwe czekam na ten nowy pomysł :D
    A ta scena miłosna- mrrrrrrrr. To co tygryski lubią najbardziej :P No i sory, Welliś, ale ty byś tu nie pasował. Chyba, że jako podglądające dziecko. :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Ooooooooo, no to...:D
    W życiu nie domyśliłabym się tego zabiegu po poprzednim rozdziale. Gdybym była na tyle inteligentna aby próbować kwestionować dojrzałość i zdolności Andusia, to stwierdziłabym, że ona nie wie kto jest tym ojcem- czy Sevcio czy Marinus, więc stwierdza, że wmawia Welliemu, że coś tam więcej między nimi było. Bo Welliś uwierzy, co nie. Chyba tylko jedną metodą mogłabyś mnie doprowadzić na właściwy trop. Wiesz? Wrzucając TĄ scenę do poprzedniego rozdziału;D Nie muszę chyba mówić, że została napisana genialnie, obalając definitywnie hipotezę ojcostwa maleństwa. Więc jak już zrozumiałam o co chodzi, to najpierw wybałuszyłam oczy, ale potem... Zachwyt kompletny;)
    No i cytat kultowy: "Niespełna metr dziewięćdziesiąt wulkanu pragnień wijące się pode mną w czystej rozkoszy." Ehh, dzieciak jestem- straszcie mnie to rozczuliło, a chyba celem było zupełnie coś innego niż tylko czułość.
    A na koniec fragment o kłótni Wielkoluda z Rysiuniem. Serio, jeszcze niech zawody zrobią, dziewczyny z pewnością będą zachwycone. Dobra, a taki wniosek końcowy, jak już kiedyś będę mieć takiego doła, że nie wytrzymam już to wsiadam w samolot i lecę na Cypr;) Może i mi się poszczęści.
    A tak w realu będę sobie otwierać tego bloga. Kocham go:*
    PS. Może tak epilog vol3???

    OdpowiedzUsuń
  4. JESTEM W KOŃCU!
    Wszystkie Andusie i Vilmunie, błagam Was o wybaczenie, ze dopiero teraz się pojawiam. Ale postaram się zrewanżować za zwłokę najlepiej, jak tylko będę potrafiła. Nie wiem, jak mi to wyjdzie, bo wraz z rozpoczęciem sezonu włączyło mi się głupie gadanie, no ale doooobra.
    Pozwól, że cofnę się jeszcze do tego pierwszego epilogu, bo to po prostu byłoby złe nie zacząć od tego, co działo się na tej cypryjskiej plaży. Ryśkowaty się ożenił, TAAAAK! I To z Basią! Jeszcze większe TAAAK! (Przydałby się Caps Lock dla Caps Locka). Oj. To "Chyba będę ojcem" przebiło wszystko. A najlepsze w tym wszystkim jest to "chyba". Tak, Andusiu, jak się później okazało, miałeś rację, gdy nie miałeś tej pewności.
    Jak można nie wiedzieć, kim jest Akseli?! Dear God.
    Wiesz co, wydaje mi się, że każdy, kto czytał poprzedni epilog modlił się o to, żeby Vilma nie była taka głupia i nie przeseksiła się z Wellingą. Mój Boże, to naprawdę trzeba być zdesperowanym/schlanym/40-letnią dziewicą (niepotrzebne skreślić) aby pójść z nim do łóżka! I dlatego tak uwielbiam ten ZONK na twarzy każdgeo, do którego dociera informacja, że Vil jest w ciąży i najprawdopodobniej z Wellisiem. Ojej. :D
    O, potem był mój faworyt, czyt. wbijająca do kibla Emma. Wiedz, że Cię za to kocham i całuję po rączkach. Pisałam Mouse (chyba, Boże, już nie pamiętam, co komu piszę), że szkoda, że Emma nie okazała się być laską Wankiego. Cóż, patrząc po drugim epilogu - może to i lepiej. :D Anyway, bo odbiegam od tematu, stwierdzam jedno - biedna Vilma.
    Końcówka była fenomenalna. I za tę końcówkę chciałam Cię udusić, bo nic kompletnie nie potrafiłam wymyślić! Tzn. wymyśliłam tylko Wellingę z bachorem na ręku i z butelką mleka w drugiej, ale to takie zbyt oczywiste. NO I MASZ DRUGI EPILOG.
    W życiu! W życiu bym Wankiego obok Vilmy nie postawiła w swoich oczekiwaniach! Severin tak. Mari tak. Anduś tak. Ale Wanki?! Nein!
    Ale hej, spójrzmy prawdzie w oczy. Ja to w ogóle nie dziwię się, że Vilma zaciągnęła go do łóżka. Toż to Wank. Mój wielki, kochany, słodki Andi (dziękuję za dedykację, tak baj de łej :*), którego najchętniej tarmosiłabym cały dniami. Ach, ten Andi. Z nich wszystkich on jeden porządny jest i umie kobietą zająć się jak należy. I z pierścionkiem nawet przyjdzie!
    Nom. A potem mamy scenę, przy której - tak jak Ci już pisałam - zawstydziłam się sama siebie, a płatki z mlekiem nosem mi wyszły. Nie polecam czytania gorących scen przy śniadaniu, noł.
    No i właściwie jest tak, że na sam koniec mogę powiedzieć, ze cieszę się z zaistniałej tu sytuacji. Jest Vilma, jest Wanki, będzie dzidziuś, którego rodzice są porąbani... Jest cacy. :D I zdecydowanie Wanki z bobasem na rękach prezentuje się w moich wyobrażeniach znacznie lepiej od Wellisia. :D
    Wiedz, że cholernie pokochałam tę niemiecką zgraję. Nawet Welliego, którego totalnie nie mogę przegryźć. I już bardzo mocno za nimi tęsknię!
    PS. Podbijam pomysł Stelli na epilog vol 3!

    OdpowiedzUsuń
  5. Epilog vol 3 będzie po Wiśle/Zakopcu, jak pójdę do Wankiego i mu powiem, że jako dobry, dbający o swoich czytelników i realność opowiadania autor muszę przeprowadzić badania empiryczne do kolejnego rozdziału :P
    Ciekawe czy by mnie zabił, wyśmiał, czy się zgodził na sprawdzenie, jak reaguje na takie vilmusiowe pieszczoty :P
    Innego vol 3 nie przewiduję.

    OdpowiedzUsuń
  6. Na początek pragnę przeprosić, że jestem tutaj dopiero teraz. Tyle razy zabierałam się za czytanie o Vilmie, ale nigdy nie dane było mi dokończyć, aż do dzisiaj. Cóż, czas jest dla mnie okrutny :/
    Rysiek! Nie wierzę, że to on pierwszy się ożenił, naprawdę nie wierzę. Choć nie twierdzę, że mi się to nie podoba. Gdy zaczynałam czytać pierwszy epilog, byłam mocno zszokowana, bo myślałam, że Freitag poślubił Vilmę. To zdecydowanie by mi nie pasowało. Ale na szczęście jego ofiarą padła tylko Basia. Po tym epilogu nawet ją polubiłam, głównie ze względu na jej wyobraźnię. Wellinger z dzieckiem na ręku to dość kuszący widok c:
    Właściwie nie powiedziałabym, że dziecko może nie być Wellisia. Gdybym rozważała taką opcję, zapewne jako potencjalnego ojca wskazałabym Freunda, a tu niespodzianka. Generalnie podoba mi się taki obrót spraw, bo Wanka wręcz ubóstwiam XD No dobra, może bez przesady, ale chyba jest moim ulubionym niemieckim skoczkiem (w sumie prawda jest taka, że lubię wszystkich Niemców oprócz Severina, ale kto by się przejmował takimi szczegółami).
    Chociaż opowiadanie się już zakończyło, wciąż nie wiem, jak wyglądał ten cały trójkąt (Lulu miszcz xD). Po pierwszym epilogu stwierdziłabym w ciemno, że Vilma x Wellinger x Freund, ale po drugiej części myślę, że nie mam bladego pojęcia.
    Gratuluję skończenia opowiadania. Sądzę, że często to nie lada wyczyn, a Tobie się to udało i to w takim stylu. Nic nie działało lepiej na mój gorszy dzień niż banda Niemców.
    Dziękuję Ci za poświęcony tej historii czas. Mam nadzieję, że wena będzie Ci sprzyjała, również w kolejnych opowiadaniach.
    Pozdrawiam gorąco! :*
    I już nie mogę doczekać się opowiadania o Wanku *o*

    OdpowiedzUsuń
  7. O rany. Przybyłam tu tak strasznie, strasznie poniewczasie, ale lepiej późno niż wcale, no nie? Zachwycona jestem i tyle Ci powiem. Jak zawsze zresztą. I ja raczej też nie należę do istot specjalnie bystrych czy przynajmniej w miarę inteligentnych, bo za Chiny po epilogu nie wpadłam na to, że to nie koniec. Wydawało mi się, że zazwyczaj epilog równa się końcowi, ale jak powszechnie wiadomo człowiek uczy się całe życie ;)
    Scena udowadniająca Richiemu kto jest bogiem miłości absolutnie przewspaniała. Choć tak w ogóle to ja naprawdę łatwo kupiłam wersję ojcostwa Welliego. Shame on me. Ale w sumie ostateczna wersja jest raczej lepsza. Vilma na jego tyłek poleciała. Ewidentnie. Kilka razy o tym wspominała, a ja głupia żadnych wniosków nie wyciągnęłam :D
    btw. zapraszam do mnie, gdyż iż zdecydowałam się na powrót [the-world-you-live-in]
    buziak :***

    OdpowiedzUsuń